Polski Portal Literacki
Poeta pragnie szaty niebios



<< Wiersze znanych
[ wstecz ]

Pieśń Trzydziesta Czwarta

Dante Alighieri


1  	"Vexilla regis prodeunt inferni...
  	Patrz i uważaj - Przewodnik mój rzecze -
  	Czy w dalekości już On się nie czerni."
4 	Jak kiedy ziemię tuman mgieł oblecze
  	Lub gdy półsfery naszej noc jest blisko,
  	Wiatrak wygląda, co skrzydłami siecze,
7 	Tak wyglądało potworne zjawisko.
  	Więc się cofałem drżąc w zimnym powiewie
  	Za plecy Wodza, jedyne schronisko.
10 	Stałem już, ledwo śmiem powtórzyć w śpiewie,
  	Tam, gdzie tłum cieniów pod korą lodową
  	Przyświecał niby źdźbła w szklanej polewie.
13 	Jedno poziomo, a drugie pionowo
  	Sterczą lub w linię przełamane krzywą:
  	Jedne nogami w górę, drugie głową.
16 	Gdyśmy podeszli tak, iż się możliwą
  	Zdało istrzowi, ażeby mi zjawił
  	Twarz cudotworu, dawniej urodziwą,
19 	Przystanął i mnie za sobą postawił.
  	"Oto Dis, oto miejsce, gdzie w odwadze
  	Trzeba - powiada - byś serce zaprawił!"
22 	Jakem tam skośniał, w członkach stracił władzę,
  	Wyobraź sobie slchaczu życzliwy:
  	Nie mówię, bowiem słowy nie poradzę.
25 	Anim padł martwy, anim został żywy:
  	Jeżeliś bystry, to oblicz, jak między
  	Dwoma stanami stan mój był wątpliwy!...
28 	Cesarz, wadnący nad krainą nędzy,
  	Z lodu wysterczał do połowy łona,
  	A olbrzym ze mną porówna się prędzej
31 	Niż z olbrzymami jego dwa ramiona;
  	Jakiż ogromny, jeśli miara kości
  	Była w nim całym równo rozmierzona!
34 	Jeśli tak brzydki, jakiej był piękności,
  	Gdy przeciw Stwórcy stroszył brew do góry -
  	Słuszna, iż zwie się źródłem wszelkiej złości!
37 	O, jakiż mi się jawił cud natury!
  	Ujrzałem troje lic w jednym istnieniu:
  	Jedno na przedzie, koloru purpury,
40 	A zaś dwa drugie każdemu ramieniu
  	Odpowiadały, razem tworząc głowę,
  	Co się kończyła w grzebień na ciemieniu.
43 	Prawe oblicze było bladopłowe,
  	Lewe, jak szczepu, który się wywodzi
  	Z krain, gdzie wody wpadają Nilowe.
46 	Pod każdym licem, jako to się godzi
  	Takiemu ptaku, po dwa skrzydła wioną:
  	Żagl równie duży po morzach nie chodzi.
49 	Jako nietoperz, miał nieupierzoną
  	Skrzydeł pokrywę, a gdy nimi śmigał,
  	Trzy wiatry budził pod okropną błoną.
52 	Od tego wiania Kocyt w lód zastygał;
  	Z ócz sześci łzami ciekł i na trzy szczęki
  	Ustawnie śliną zakrwawioną rzygał.
55 	Z ust każdych sterczał grzesznik i jak pęki
  	Trawy w miętlicy na miazgę był tarty:
  	Te jednocześnie trzej cierpieli męki.
58 	Skazaniec przedni, nie dość że w zażartej
  	Tkwił paszczy, szarpan Diosowymi szpony,
  	Raz po raz łypał ze skóry obdarty.
61 	Rzecz Mistrz: "Zbrodzień najsrożej męczony,
  	Dowiedz się, Judasz jest Iskariota;
  	Wewnątrz ma głowę, na zewnątrz nóg trzony.
64 	Z głową na zewnątrz ten, który przez wrota
  	Sterczy lic czarnych, cień jest Brutusowy,
  	Słowa nie rzecze, tylko sobą miota;
67 	Kasjusz jest trzeci, ogromnej budowy.
  	Lecz już wieczorne rumienią się zarze,
  	Widziałeś wszystko, teraz bądź gotowy!"
70 	Za szyję Mistrza chwytam, jak mi każe;
  	On, upatrzywszy i miejsca, i pory,
  	W momencie, gdy Dis rozchylił wachlarze
73 	Skrzydeł, za boków chwycił go kędziory
  	I kudł po kudle, spuszczał się szczeliną
  	Pomiędzy żebra a lód zmarzłej nory.
76 	Gdy ze mną doszedł tam, gdzie uda giną
  	W biodrach i w jamę wzrastają lędźwiową,
  	Z widocznym trudem, z twarzą lękiem siną,
79 	Gdzie Dis miał stopy, Wódz zwracał się głową,
  	Jak człek, co pnie się; a jam myślał: "Biada,
  	Oto mię w piekło prowadzi na nowo!"
82 	"Trzymaj się mocno - tak do mnie powiada,
  	Jak człek zmęczony dysząc. - Takie wraże
  	Schody, żegnając Złe, brać nam wypada."
85 	Skalną wyszedłszy jamą, na wiszarze
  	Usadowił mię, na krawędzi skały,
  	Po czym mi przełaz niezwykły ukaże.
88 	Podniosłem głowę, osłupiałem cały:
  	Miast Lucyfera twarzy, naglem zoczył
  	Nogi potworu, jak w górę sterczały.
91 	Czym się naówczas zaląkł i zamroczył,
  	Niech tłum pomyśli ciemny, co jest zgoła
  	Nieświadom, jakim punkt ziemi przekroczył.
94 	"Powstań na nogi! - Mistrz do mnie zawoła. -
  	Droga daleka i zła; do spełnienia
  	Słońce przebiegło już część szóstą koła."
97 	Nie w pałacowe, a zaiste, podsienia,
  	Lecz w naturalną weszliśmy jaskinię,
  	O chropowatym dnie i pełną cienia.
100 	"Nim mi piekielna otchłań z oczu zginie -
  	Rzekłem do Mistrza dźwignąwszy się z głazu -
  	Pozwól, że kilka zapytań uczynię:
103 	Gdzie się staw lodu podział? Śród przełazu
  	Przecz on na wywrót sterczy? I jak z mroku
  	słońce ku zorzy przebiegło od razu?"
106 	"Sądzisz, że jesteś na centralnym szlaku
  	Z tej strony osi, gdziem się do pieczary
  	Spuszczał po ziemię wiercącym robaku;
109 	Byłeś tam, pókiś twarz widział poczwary;
  	Gdym się obrócił, przekroczyłeś ziarno
  	Ziemi, gdzie wszystkie ściągają ciężary,
112 	I wszedłeś w sferę naprzeciwpolarną,
  	Odwrotną owej, co lądy obleka,
  	Których środkowy szczyt widział ofiarną
115 	Śmierć poczętego bez winy Człowieka;
  	Stopy twe stoją na małej półsferze,
  	Której odwrotnym licem jest Giudecca.
118 	Tutaj jest ranek, gdy tam podwieczerze;
  	Ów, czyje kudły schodami nam były,
  	Sterczy tam ciągle w tej, co dawniej, mierze.
121 	Z nieba od razu spadł do swej mogiły;
  	Lądy leżące tutaj w onej porze
  	Ze strachu przed nim w fale się pokryły.
124 	Na naszą sferę wypchnęło je morze;
  	Umknął się bodaj ląd i po tej stronie
  	Pod sobą próżne zostawiając łoże.
127 	Czeluść ta, w ziemskim wydrążona łonie,
  	Ciągnie się, jak grób Belzebuba długi,
  	Oczom niewidna, a jedno po tonie
130 	Rozpoznawalna bulgocącej strugi,
  	Która przepływa skalnym wydrążeniem,
  	Lekko skłonionym na piekielne smugi."
133 	Owym mię skrytym Wódz powiódł podsieniem
  	I szliśmy, by wnet wyjrzeć na lazury.
  	Idziem i w drodze wcale się nie lenim.
136 	Wciąż wyżej: pierwszy on, ja za nim wtóry,
  	Aż obaczyem niebios światła cudne
  	Przez krągły otwór migocące z góry,
139 	Tędyśmy na świat wyszli, widać gwiazdy..







    |    [ Kliknij tu, aby wrócić ]

Kontakt Pokemon Psy