Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I
Gdy duma rozpiera, a myśl jak ta góra,
gdy wokół wariaci i znikąd pociechy,
od psychoanaliz już cierpnie Ci skóra;
z wyższością rozdajesz półgłówkom uśmiechy
- to Twoje przesłanie w ich umysł sierocy.

Nauczysz ich mówić, a święte są słowa,
sprostujesz mniemania, pokażesz którędy
powinna podążać mowa prawidłowa;
i czarno na białym Ty wytkniesz im błędy,
sam przecież czytałeś, że ktoś, lew północy.


II
I cóż jest w tym złego, by liczyć, sumować,
policjant i złodziej - kto ich by rozróżnił;
i tak wszyscy biorą, prawo adaptować
jest cnotą, a forsą gardzą tylko próżni.
Wciąż w myślach błysk stary, bogactwa to lśnienie.

Z pobudek szlachetnych, a nie ze snobizmu
dbasz, aby urosły zer na koncie rzędy
"Dla żony, dla dzieci" - w złocie eskapizmu
nie pragniesz dostrzegać bliskości obłędu
i z myślą o innych napełniasz kieszenie.


III
"Niech pierwszy z kamieniem, kto nigdy nie zdradził"
- gliniany fundament hebanowej wieży;
sylogizm Cię zwodzi, wnioski wyprowadzisz,
że to tylko chwila, że to ciał przymierze
i wiesz, co jest ważne, a umysł masz czysty.

Hierarchii ostoja - nie drżyj, to nie runie
i cicho klucz w zamku o czwartej nad ranem
to wcale nie kłamstwa, co szepczesz przy Lunie,
że reszta - puch marny, a żona: kochanie!
wpinając jej w uszy słów dwa ametysty.


IV
Codziennie dyskretnie się wcielasz w cenzora
w swym sprycie niewinne z pozoru pytania
"Z wąsami ktoś dzwonił?" - żartu metafora
nie bawi, lecz nie chcesz dostrzegać, że rani;
od pytań gęstnieje co wieczór powietrze.

Gdy zaśnie przeglądasz historię i listy
i żółkną pytania: "Z kim znowu rozmawiasz?"
gdzies wiara zniknęła i umysł bagnisty
pochłania, granice wciąż nowe ustawia,
a słowa przysięgi dmuchawcem na wietrze.


V
Dni płyną, czas dzielisz: wesela i stypy,
jednako się bawisz, a góra jedzenia
wystarczy, by udać, że stereotypy
nie Ciebie dotyczą; wątpliwości cienia
nie widzisz, zajęty gromadzeniem sadła.

Dobrobyt zapewnić - powtarzasz sto razy,
aż zniknie metalu posmak pod językiem
i z kęsem kolejnym coraz mniej odrazy
- spłukujesz ją chłodnym jak lód wódki łykiem
"Niech się dary boże.." w głowie porzekadło.


VI
Hodujesz w zanadrzu czerwonookiego
byś zawsze był gotów, by słabości swojej
nie wskazać, by każdy świadomy był tego,
że gdy zdanie inne - Tyś gotów na boje
i starej zasadzie hołdujesz: "Wpierw atak"

Ty musisz się bronić, gdy zazdrość dokoła
i każdy wciąż czeka, byś pokazał plecy
Nie czekasz na sztylet. "Zabiję!" - zawołasz,
w pogardzie łagodność, charakter kobiecy
a ten, co w zanadrzu - dla innych zapłatą


VII
Gdy rąk już nie czujesz i nie działa kawa,
a trzecia się zbliża z prędkością lodowca,
z drugiej strony sieci kobieta plugawa,
a Ty ją zdobyłeś - tutaj jesteś łowcą
Efektem ubocznym są rosnące fałdy.

Rój interesantów, żądania te same,
jak w takich warunkach wzlecieć nad poziomy?
Nuży monotonia, więc pracy omamem
"Jaka płaca..." przekręcasz, fałszu wpół świadomy;
już Ciebie nie widać zza papierzysk hałdy.


VIII
Więc sięgasz, gdzie myśli bezpiecznie się płożą,
szkła połysk Cię koi, już głosów nie słyszysz
i stać Cię, Sarmato, na walkę na noże
w obronie honoru, brzęk szkła milknie w ciszy
toasty się gubią powoli, jak makiem.

Zaczynasz już marzyć, jak we śnie o raju
że przecież nic złego, że chcesz mieć ciut lepiej;
to wina ustroju, bo w złym mieszkasz kraju,
źli ludzie, gniew, zazdrość - myśl taka Cię krzepi.
Nie pójdziesz na wojnę z systemu wiatrakiem.

Że chcesz jak najlepiej, to przecież nic złego
wygoda, konformizm, to wcale nie żądza
bo nie chcesz już myśleć, jak dotrwać pierwszego
i brak Ci komfortu, spokoju, pieniądza.
To grzech Twój powszedni, iż jesteś Polakiem.

Inowrocław, październik - listopad 2004

Opublikowano

Doktorku zaszalałeś, taśma spostrzeżeń jak zimny kubeł na głowę. To, ze lubie CIę czytać nie żałuje, tylko w niektórych momentach sama ręka podąża ku klatce piersiowej i gdzieś tam w ciszy codzienności dochodzi "moja wina, moja wina". Oczywiscie sie podobało, proponuje ósmy dzień w tygodniu, tak bez całego balastu :)) Pozdrawiam. Ana.

Opublikowano

I - zauważam naukę o polu magnetycznym - wyprostowanie biegunów ku właściwych dążeń
II - spotkanie elektronu z protonem w bank'u psi i doładowywanie się fotonami
III - posiłkowanie tzw. rzutem poziomym i różnego typu odmiany tegoż rzutu
IV - dyskretne fluktuacje energiii - witalność i osamotnienie
V - ciągła zmienność - ciągłe dopisywanie wzorów życia - kolejność epok
VI - ostrości świata - chodzenie po grzbietach górskich - kantem do świata (plecami)
VII - świadomość starzenia się i wiecznego odradzania

VIII - konieczność bycia kimś - Polakiem, Europejczykiem, Ziemianinem, Wszechświatowcem
karierowiczem?

MN
ps. ktrótkie interpretacje fizyczne siedmiu (+ ósmy) grzechów głównych

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Autor ironizuje. Grzechem najgłówniejszym - skromnym zdaniem autora - jest zbiorowy grzech: narzekalnictwo powszechne, aprobata, samousprawiedliwianie się itd. To jakoś nas chyba wyróżnia. A kpię tu ze wszystkich. Z sobą włącznie. Czego i Wam, drodzy czytelnicy...

Pozdrawiam
Wuren
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Im ogólniej - tym bardziej popieram. Im bliżej "bycia Polakiem" - tym mniej ;) Nie ma niczego bez powodu. Charakter (uogólniony) narodu też. Jeśli nie mamy powodu do "keep smiling", to na płytkich idiotów wychodzą ci, którzy nam to wytykają. Hmm... nie pomyślałbym, że odniosę się kiedykolwiek tak bezpośrednio do materii tekstu - ale tak się akurat stało; przepraszam, nie zgadzam się z tą tezą wiersza :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hmm...
Ja tam szukam przyczyn w sobie samym -a ogólniej - w nas samych. Stąd uważam malkontenctwo (bo wszystko jest złe), narzekanie (bo za mało zarabiam, nie mam pracy, mam za duzo pracy itd.), machanie ręką (bo i tak nic nie zrobię, bo po co zmieniać, jak i tak się nie uda), wreszcie aprobatę dla wszystkiego, co powyżej (bo wszyscy kradną, bo wszyscy dają łąpówki, bo nie wypada nie wypić itd.) za godne potępienia. Może i jestem niepoprawnym marzycielem i idealistą, ale chociaż staram się z tymi grzechami walczyć - oczywiście u siebie, nie mam ambicji wmawiania innym, że mój sposób jest najlepszy i jedyny. Spowiadam się niniejszym, że nie biorę, nie daję, itd. A jeśli coś mi nie wyjdzie, to nie próbuję zwalić winy na system, okoliczności czy kosmitów. I uważam, że nie jest wcale tak źle - mam jakąś pensję, może nie stać mnie na nowy samochód, czy domek z ogródkiem, ale stać mnie, żeby wypić z ukochaną kawę. A to naprawdę bardzo dużo. Ilu z nas nie potrafi w tym dostrzec niczego nadzwyczajnego? Dla mnie to cudowne chwile. Odmawiam - nawet jeśli w pijackim amoku ktoś ryczy - ze mną nie wypijesz? I tak dalej. ;)
Nie wiem, czy to dobry sposób.
Cisną się na usta pytania - dla przykładu: ilu z Was, szanowni czytelnicy, zatrzymało się jadąc do pracy, żeby popatrzeć na niebo? Żeby zrobic zdjęcie mgły? Wszyscy jestesmy wrażliwymi ludźmi, inaczej nie bylibysmy tu, na poezji... Ilu odpowie, że owszem, podziwia, ale brak czasu, spieszą się itd. I czy to nie wymówka?
To był tylko przykład - starałem się najmniej drastyczny wybrać... :D

Pozdrawiam
Wuren

ps. Dziękuję za przeczytanie - oczywiście, każdy ma prawo do własnego zdania - jak wspomniałem, nie uważam, że mój sposób jest najlepszy. Ale skoro zły, to może ktos podpowie inną drogę? Wszyscy przecież jestesmy Polakami. Chyba, że niektórzy są równiejsi. W takim razie ich moje wątpliwości z pewnością nie dotyczą :D
Opublikowano

:) Dziękuję. Popieram te wszystkie spostrzeżenia; nie popieram tylko potępienia, oceny (nie wiesz do końca, jakie krzywdy mogą tkwić w ludziach). Ale dyrektywy pasują mi jak ulał ze zdjęciem mgły na czele :))) Chyba wiersz z tego zrobię; pozdrawiam ciepło.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ha! Dziękuję - jedno li tylko chciałbym dodać - nie potępiam ludzi - a uczynki. :D Wszak cały Ósmy powszedni prowokacją ironiczną.. :D

I z chęcią przeczytam ten wiersz ;D
Pozdrawiam
Wuren
Opublikowano

hmm..
wiem że głupio za brzmi - dla mnie za długi..
zmęczył mnie
trochę rozbawił
to wszystko można by w dwóch zdaniach zawrzeć.. no może trzech
a tutaj takie wielkie "dzie(a)ło"

nie wiem co mam myśleć..
bo wiersz jako taki nie jest zły - nawet nie kiepski
ale jakoś mnie znudził..
tylko z szacunku do autora wytrwałam..

pozostając w zadumie
Emilka z pozdrowieniem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzięki za wytrwałość :D

A mozna i w jednym:

Pycha, chciwość, zdrada, zazdrość, łakomstwo, gniew i lenistwo dotyczą wszystkich nas, a najgorsza jest akceptacja tego.

Można się tak bawić i przy innych okazjach -mogę? Pliis.. mogę, prawda?
Może przykłady:
Hamlet w wersji compact:
Główny bohater dramatu poszukuje sensu życia w świecie, w którym dostrzega jedynie szaleństwo spowodowane ludzkimi przywarami.

i może z blizeszj półki:
Podmiot literacki, patrząc na wiszący na zardzewiałym gwoździu obraz, wspomina szczęśliwe chwile i zastanawia się nad sensem istnienia.
Podobne do oryginału? hihihi

Pozdrawiam ;D
Wuren
ps. Tylko żeby nie było, że się przyrównuję do mistrzów :D
Opublikowano

Nie jest to wiersz łatwy, ale ... w tym też jego siła. Nie piszesz o sprawach prostych, więc forma (i długość) jak dla mnie tylko podkreśliły wagę tematu.
Podoba mi się, choć odrobinę boli, gdy ktoś tak brutalnie odsłania nasze przywary... Nasze Drodzy Państwo ...
Podziwiam odwagę, chylę czoła przed talentem
Pozdrawiam
Ivo

Opublikowano

Niestety, nie na deser - dziękuję za przestrogę ;)

Co do meritum - nie widzę powodu do sporu, do pochwały? chyba też nie - szlachetność doceniam, ale każdy swoją naiwnośc woli pielęgnować, więc czemu miałbym się nią dzielić? (który to będzie? chyba przypis konieczny z fragmentami dekalogu ;)

Rytm - w niektórych momentach - się łamie, np.
powinna podążać prawidłowa mowa - mowa prawidłowa (akcenty!)
gdzies zniknęła wiara i umysł bagnisty - wiara zniknęła

Co do pointy - to chyba autor przegadał się

pzdr. bezet

Opublikowano

Powiedziano tu już tyle mądrych rzeczy, że sama nie wiem co rzec. Podoba mnie u autora w tym dziele ten nie pozbawiony poczucia humoru dystans, zaduma, zabarwiona lekką ironią do tego naszego "ploskiego pikiełka"... zaiste nie odwazyłabym się rzucić kamykiem nawet ostatnia ;-)
wolę wzrok odwrócić w chmury ... nie cierpię udawać ... nie cierpię narzekać... czasem tylko się zamyślę, gdy nie wiem jakiej odpowiedzi udzielić na sobie zadane pytanie... ;-)
Pozdrawiam
an.em

Opublikowano

na kolana padam...mea culpa= grzesznicą jestem w całokształcie i poza nim...[ale w chmurki spoglądam codziennie, gdy telepię się tramwajem do pracy]... zmusiłeś nas do zadumy nad tym powszednim...dzięki za to

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wzięli kiedyś na tapetę takiego małomożliwościowego. I chcieli go uczynić ja cię kręcę dużo mogę. Ba, mogę najwięcej i najlepiej i najpełniej. I chcieli tak zrobić niewiele, bardzo niewiele mu pomagając, a wspierając tylko troszeńkę i broń cię panie boże finansowo, co notabene zakrawa na błąd logiczny. Ważną rolę miały odgrywać przeróżne bodźce motywacyjne i demotywacyjne jak najbardziej również. I była w tym zabawa, owszem była, ale to ogólnie jest wiadome, że zabawa w branży rozrywkowej figuruje jak najbardziej. Mieli w planach figuranta przerobić w figurę, z czego roześmiało się i być może nawet serdecznie chyba pół miasta, a już z całą pewnością cała okolica. Zamieszanie spowodowało kilka książek o bardzo interesującym podłożu intencyjnym, które co warto dodać w założeniu miały wcale i nigdy nie powstać. Te oto przynajmniej książki zostały napisane przez zewnętrzne okoliczności i jest w tym coś z faktu niezbitego. Książki dawały, dawały ubaw w odbiorze.     Warszawa – Stegny, 11.06.2026r.  
    • @Marek.zak1 Oj tak i zastanawia mnie czasem czy i ja nie walczę w takiej właśnie kategorii :) Pozdrawiam.
    • Jest takie miejsce, gdzie nie ma nadziei. Jeśli w nim mieszkasz to planów też nie ma. Zamknięty w bunkrze własnej przestrzeni odrzucasz piękno na oścież nieba. Jak przebić beton, jak się otworzyć? Jak spojrzeć słońcu twarzą w twarz - dumnie. Jak zacząć ufać, jak się nie korzyć, gdy klucz do wyjścia złamał się we mnie.    
    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Zobaczymy, albo nie, jak piszesz. Pozdrawiam. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.   @Michał Pawica5Oto propozycja literackiego wstępu napisanego w stylu Jean Paula (Jean Paula Friedricha Richtera) – wybitnego niemieckiego pisarza epoki przełomu klasyzmu i romantyzmu, mistrza ironii, groteski, humoru melancholijnego oraz kosmicznych wizji sennych (to on stworzył słynną poezję nihilizmu, m.in. mowę umarłego Chrystusa o tym, że Boga nie ma). Ten wstęp idealnie łączy Twoje motywy: podglądanie przez ścianę w hotelu, upadek wielkich planów, cyniczną wojnę i ucieczkę w nieskończoność kosmosu. ------------------------------ ## Przedmowa i Proroctwo Szalonego Kantora autorstwa Jean Paula Mój łaskawy, ziemski Czytelniku! Kto choć raz nie przyłożył ucha do wątłego przepierzenia tego wielkiego, kosmicznego burdelu, który dla niepoznaki nazywamy Światem, ten nie wie nic o muzyce sfer. Przez dziurkę od klucza podglądamy tam wieczność, a przez cienkie jak drut ściany naszych śmiertelnych hoteli słuchamy, jak miłość – ta wieczna, święta klacz – galopuje prosto w objęcia nicości, dysząc nam prosto w twarz ponurym rytmem klas X. Oto kronika naszych kapitańskich planów, które od dawna pisane były na dno, nim jeszcze jakikolwiek Titanic zdołał w ogóle podnieść kotwicę. Jesteśmy tylko zbiegami z tonących liniowców, ukrytymi w mrocznych gąszczach naszych własnych neuroz, uciekającymi przed potężnym prawem kobiety, która z dumnym uśmiechem i metalową szpatułką w dłoni urządza nam lekcję tęsknoty. Każdy z nas, twardych żołnierzyków, prędzej czy później klęka w cieniu jej stóp, patrząc, jak dymiący odbyt historii połyka nasze cnoty i ordery. Nie bój się tego śpiewu, choćby świat miał się zaraz skończyć! Nawet jeśli Profesorowie dosiedli już wszystkich tez, a z jądra prawdy pozostał tylko bluesowy kram, my wciąż wznosimy nasz głos pełen łat na najniższe piętra Wieży Pieśni. Wojna bogatych z biednymi, wojna mężczyzny z kobietą – to tylko nachalny wtręt w ten czarno-biały film, z którego na końcu, po wielkim i strzaskanym Alleluja, pozostanie jedynie minimalistyczna kropla. Wejdź więc z butami w to tango, zrzuć z duszy brzemienny ból i leć za darmochę na któryś z Księżyców Księżyca. Kosmos wiernie czeka. Płacz, śmiej się i sunij... prosto w deszcz. ------------------------------    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...