Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1.
- Wracajmy, zimno straszliwie... - Andrzej wyglądał, jakby właśnie wrócił z zesłania na Sybir. Twarz mu zsiniała, nie mógł utrzymać papierosa w rękach. Drżenie mięśni przeszło w ostatnie stadium i teraz wyglądał, jakby miał chorobę św. Wita.
- Jeszcze tylko troszkę - powiedziałem, po czym wróciłem do moich pomiarów. Zgodnie z moimi przypuszczeniami szczelina między ręką i kolanem wynosiła ok. 1 mm. Nie dało się tego w żaden sposób wytłumaczyć - nawet obecnie byłoby to trudne do wykonania, a co dopiero 320 lat temu. Obejrzałem sobie tę rękę jeszcze raz. Szczelina mogła być spowodowana erozją, ale jak wytłumaczyć tak doskonałe wyprofilowanie opuszków palców, skoro nie ma tam miejsca na żadne narzędzia?
- No to wracamy, nic już tu nie wymyślę - zachęciłem mojego najlepszego przyjaciela. Wydał się niezmiernie uradowany.
- Przecież ci nie ucieknie do jutra - odrzekł siląc się na resztki sarkazmu.
Poszliśmy więc do domu, zostawiając rzeźbę człowieka klęczącego na jednym kolanie.
Sprawiał wrażenie, jakby chciał się podnieść i uciec z tego zimna.


2.
Anna była w złym nastroju.
- Jeśli nie przestaniesz ganiać z suwmiarką za tymi swoimi pomnikami, to się wyprowadzę - słyszałem tę groźbę chyba po raz tysięczny, jednak dziś w jej głosie wyczułem prawdziwe rozgoryczenie.
- Kiedy skończysz ten program? Dzwonili dziś z firmy i kazali powiedzieć, że jak nie pokażesz im projektu do soboty, to będzie źle...
- Zawsze tak mówią, wiesz jak jest - odpowiedziałem. - W pracy programisty jest tak, że przez początkowe 90% czasu powstaje 10% kodu, a później, przez 10% czasu - 90% kodu - próbowałem obrócić wszystko w żart. Chyba jej nie rozśmieszyłem.
- Rób jak chcesz, ale nie będę ciebie więcej tłumaczyć i usprawiedliwiać.
- Anno, wiesz przecież, jakie to dla mnie ważne. Może właśnie jestem na progu odkrycia największej tajemnicy świata..
- Wiem, ale ta twoja tajemnica nie zapłaci rachunków. A propos, przekroczyliśmy limit karty kredytowej, więc gdybyś zechciał napisać ten program, to by nam troszkę pomogło w gospodarowaniu finansami - chyba powoli mijał jej paskudny nastrój.
- Już dobrze - przyciągnąłem ją do siebie. Burza chyba przeszła bokiem. Jednak będę musiał usiąść do komputera, bo naprawdę jest krucho z gotówką, pomyślałem.
Rano zapytałem Annę, czy nie chciałaby pojechać do Florencji.

3.
- W żadnym wypadku! - Paweł pozwalał sobie na podniesienie głosu tylko w szczególnych okolicznościach.
- Ale szefie, ja naprawdę potrzebuję tych pieniędzy - żałośnie wypadło, trochę jak skomlenie...
- Dobrze wiesz, że nie wypłacamy zaliczek. A już na pewno nie zaliczek większych, niż cała ustalona kwota za program - właściciel studia programistycznego, w którym pracowałem nie dawał się łatwo wzruszyć.
- Przecież nie zrezygnuję z pracy, jeszcze pan na mnie sporo zarobi - próbowałem jakoś obronić swój punkt widzenia.
- Gdybyś jeszcze był w jakichś poważnych tarapatach... ale na wycieczkę do Włoch? Tobie się chyba pomieszało w głowie od tego stukania w klawisze... - moje błagania nadal nie przynosiły rezultatu.
- Bo ja muszę zobaczyć Dawida na żywo... - ciągnąłem dalej, choć moje szanse chyba już były mniejsze, niż zero.
- Ściągnij sobie z sieci fotki, na pewno w internecie są tysiące zdjęć rzeźb Michała Anioła - jego sumienie chyba też było rzeźbą z kamienia.
- To nie to samo - próbowałem oponować - to może chociaż pięć tysięcy? Tak, żeby starczyło choć na tydzień pobytu...
- Do roboty, dalej. Chyba dziś jest dzień dobroci dla zwierząt. Cztery tysiące. Ale dopiero, jak skończysz ten kretyński program do krzyżówek! - miałem ochotę rzucić mu się do kolan z radości.
- Oczywiście, dziękuję, już siadam - nie czekając, aż zmieni zdanie zaszyłem się w pokoju i zacząłem stukać w klawiaturę.

4.
- No i? - spytałem z nadzieją w głosie.
- No i co? - odparła Anna.
- Nie widzisz?
- Czego nie widzę? - moja żona nie była poruszona pięćsetletnią rzeźbą.
- No, że ma zgiętą lewą rękę - ciągnąłem.
- To co, że ma zgiętą, każdemu się ręce zginają, to taka dziwna właściwość człowieka - odpowiedziała z cynizmem.
- Ale na szkicach, które Michelangelo zrobił, przygotowując się do tego posągu lewa ręka jest tylko wpół zgięta.
- I o czym to niby ma świadczyć? Pewnie ze sto razy zmieniał koncepcję, patrząc na swojego modela. - Anna nie widziała w tym nic dziwnego. Jej pragmatyczne postrzeganie świata było wspaniałą pomocą w prowadzeniu naszego domu, lecz w sprawach sztuki jedynie przeszkadzało.
- Moim zdaniem Dawid był wyrzeźbiony z reką wpół zgięta... - zacząłem, lecz przerwała mi
- Chyba nie chcesz mi wmówić, że posąg sam zgiął rękę przez pięć stuleci od czasu powstania... Nie, ty naprawdę w to wierzysz.... Wiesz co, wracamy do domu. Albo się opanujesz i zdasz sobie sprawę, że rzeźby się nie ruszają, albo czeka cię długa i nieprzyjemna kuracja w takim szpitalu, z którego dość trudno się wypisać na własne życzenie.

5.
Andrzej siedział na podłodze. Jego wygląd zasadniczo odbiegał od mojego. Miał czyste ubranie, był ogolony i w ogóle w niczym nie przypominał lumpa, którego miał przed sobą, czyli mnie.
- Uprzedzałem cię, że to ci na dobre nie wyjdzie - wycedził w końcu. - Nie licz na to, że nadal będę ci pożyczał pieniądze. A o Annie możesz zapomnieć, zadzwoniła do mnie i powiedziała, że za twoje długi nie odpowiada i że nie wróci do ciebie - wydawał się wzburzony, ale wiedziałem, że to tylko pozory. Był przecież moim najlepszym przyjacielem. W zasadzie jedynym przyjacielem. Kiedy wyrzucili mnie z pracy, tylko dzięki niemu jakoś jeszcze wegetowałem. Zapraszał mnie na obiady, dawał trochę grosza, czasem szliśmy na piwo. Nie dawał się jedynie namówić na wyprawy w celu mierzenia pomników.
- Mam rację i wiesz o tym, te pomniki się ruszają, jakby były żywe - ciągnąłem swój temat - ale nie wiem, dlaczego tylko niektóre... może ich twórcy tchnęli w nie życie... Może one żyją, myślą, tylko setki razy wolniej od nas. Może jest szansa, żeby się z nimi porozumieć?
Nie wydawał się tym zainteresowany.
- Ruszaj się - powiedział - idziemy, postawię ci kolację, może potem skoczymy na jednego, tylko błagam cię, zapomnij o tych posągach. Weź się w garść, ogol się, poszukaj roboty. Jako informatyk znajdziesz pracę w każdej firmie...
Poszliśmy do jakiejś knajpy.

Wróciłem do domu, najedzony po kilku dniach przymusowej głodówki. Meble już dawno sprzedałem, więc położyłem się na kartonowej imitacji łóżka, nakryłem starym płaszczem i zasnąłem. Był to ostatni wieczór mojego życia. Nad ranem, wyziębiony, umarłem.
A przynajmniej tak mi się zdawało.

6.
Na pogrzebie było zaledwie kilka osób. Mowę wygłosił Andrzej. Mówił o pasji, jak zniszczyła moje życie, o celu i poszukiwaniu przyczyn. Obiecał nad grobem, że należy mi się pomnik, za to moje szaleństwo. Był raczej zamożnym biznesmenem, więc nie zajęło dużo czasu wprowadzenie zamiaru w czyn. Po kilku miesiącach na jednym ze skwerów naszego miasteczka stanął pomnik wysoki na pięć metrów, Przedstawiał mnie, jak zamyślony patrzę w niebo, z suwmiarką w jednej ręce i plikiem papierów w drugiej. Wtedy to się zaczęło.

7.
Obudziło mnie pulsowanie światła i szum. Powoli otworzyłem oczy. Wokól mnie świat oszalał. Zamiast słońca na niebie widziałem jedynie świetlistą smugę, która migotała, przesuwała się w górę i w dół, czasem przygasała na chwilę by potem znów rozjaśnić nieboskłon. W uszach mi huczało, szumiało, jakby ktoś włączył jednocześnie miliony magnetofonów na przyspieszonych obrotach. Nie mogłem wyłowić ani jednego znanego mi dźwięku, wszystko zlewało się w ni to szum, ni to syczący pisk. Spojrzałem w dół. Wszędzie wokól pulsowała masa nieokreślonego koloru. wydawało mi się, że dookoła mnie krążą w zawrotnej szybkości duchy o nieostrych kształtach, Niekiedy na chwilę krótszą, niz mgnienie oka zatrzymywały się, wtedy jakby nabierały realności, by niemal natychmiast ruszyć w dalszy wyścig. Budynki pojawiały się i znikały, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Stałem tak nieruchomo, zapatrzony w oszalały świat, trzymając w jednej ręce suwmiarkę, a w drugiej jakiś plik papierów i zastanawiałem się, jak dać światu znak, że miałem rację.


Inowrocław, 2003

Opublikowano

Dziękuję za przeczytanie - i za miłe komentarze :)
Asher - hmm.. może faktycznie ciut skondensować - ale nie wiem, żeby nie zatracić stopniowania...


Leszek, Piotr, BlueGirl - hmm czasem, jak tak siedzę, to zdarza mi się myśleć - i wymyślać takie różności :)

Pozdrawiam
Wuren

Opublikowano

Hej-ho, doktorku ;)
Ja się zasadniczo nie znam na prozie, ale dorzucę cóś.
Więc (żeby jakoś zacząć - a można chyba i tak ;) - początek fatalny. Pierwszy kawałek wkurzył mnie niechlujstwem stylu, aż miałem ochotę się pożegnać, na szczęście... Im dalej, tym lepiej (mówię o stylu). Zakończenie: niby niespodziewane, ale jeneralnie wynika z fixa, więc do przewidzenia. A jakąś myśl byś WPan podłożył pod to? Zawsze mi szkoda słów na zabawę tylko ;)

Ten początek daję Ci dokładniej:

- Wracajmy, zimno straszliwie... - Andrzej wyglądał, jakby właśnie wrócił z zesłania na Sybir.
kto dziś zna to z autopsji?, oryginalne i owszem, ale -
Twarz mu zsiniała, nie mógł utrzymać papierosa w rękach. Drżenie mięśni przeszło w ostatnie stadium i teraz przypominał chorego na chorobę św. Wita.
chorego na chorobę - :), sam wiesz
- Jeszcze tylko troszkę - powiedziałem, po czym wróciłem do moich pomiarów. Zgodnie z moimi przypuszczeniami szczelina między ręką i kolanem wynosiła ok kropeczka 1 mm. literki duże w nadmiarze NIe dało się to w żaden sposób wytłumaczyć - nawet obecnie byłoby to trudne do wykonania, a co dopiero 320 lat temu. Obejrzałem sobie tę rękę jeszcze raz. Szczelina mogła być spowodowana erozją, ale jak wytłumaczyć tak doskonałe wyprofilowanie opuszków palców, skoro nie ma tam miejsca na żadne narzędzia?
- No to wracamy, nic już tu nie wymyslę ś- zachęciłem mojego najlepszego przyjaciela. Wydał się niezmiernie uradowany.
- Przecież ci nie ucieknie do jutra - odrzekł, bez przwecinka ;) siląc się na resztki sarkazmu.
Poszliśmy więc do domu, zostawiając liczącą ponad trzysta lat kamienną rzeźbę człowieka klęczącego na jednym kolanie.
Sprawiał wrażenie, jakby chciał się podnieść i uciec z tego zimna.


Tyle. To tylko moje dyletanckie grymasy - słuchaj mistrzów prozy ;)
pzdr. b

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No i się mi dostało...
Ale popoprawiałem szybciusieńko :)


Włożyłem - widać, ciężko dostrzec - suspensu tu żadnego (w zamyśle), do przewidzenia, iż skończy jako pomnik. Inne pytanie miało pozostać :)

Pozdrawiam
Wuren
Opublikowano

Nie dało się to w żaden sposób = chyba tego?

liczącą ponad trzysta lat kamienną rzeźbę = a skoro wspominasz wcześniej "320 lat temu" to na cóż to wypomnienie?

ale nie będę ciebie więcej = cię

choć moje szanse chyba już były mniejsze, niż zero = nie-e, coś mi tu zgrzyta

ich twórcy tchnęłi w nie życie = tchnęli

Weź się w garśc = ć

nieostrych ksztłtach, Niekiedy = kształtach.

..............................................................

świetny temat :)
z pewnością przy mijaniu pomników wspomnę sobie tego bohatera.

Opublikowano

Dobre:)
i wcale bym nie skracał, bo wtedy straciłaby cała atmosfera, budowanie atmosfery przyciągającej czytelnika do tekstu.
całość ogólnie mnie lekko rozbawiła, co można uznać za efekt uboczny.

podsumowując, bardzo podoba mi się

pozdrawiam
MZ

P.S. zauważyłem modyfikację zasady Pareto 80/20, wśród informatyków najwyraźniej jest ona jeszcze bardziej skrajna;)

Opublikowano

Natalio - poprawiłem :), dzięki, na Ciebie zawsze mozna liczyć, pani psorko :) i miło, że zostawi ślad ;)

Panie Michale - cieszę się niezmiernie - a zasadę Pareto w wersji informatycznej i tak złagodziłem :) hihi

Pozdrawiam
Wuren

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wzięli kiedyś na tapetę takiego małomożliwościowego. I chcieli go uczynić ja cię kręcę dużo mogę. Ba, mogę najwięcej i najlepiej i najpełniej. I chcieli tak zrobić niewiele, bardzo niewiele mu pomagając, a wspierając tylko troszeńkę i broń cię panie boże finansowo, co notabene zakrawa na błąd logiczny. Ważną rolę miały odgrywać przeróżne bodźce motywacyjne i demotywacyjne jak najbardziej również. I była w tym zabawa, owszem była, ale to ogólnie jest wiadome, że zabawa w branży rozrywkowej figuruje jak najbardziej. Mieli w planach figuranta przerobić w figurę, z czego roześmiało się i być może nawet serdecznie chyba pół miasta, a już z całą pewnością cała okolica. Zamieszanie spowodowało kilka książek o bardzo interesującym podłożu intencyjnym, które co warto dodać w założeniu miały wcale i nigdy nie powstać. Te oto przynajmniej książki zostały napisane przez zewnętrzne okoliczności i jest w tym coś z faktu niezbitego. Książki dawały, dawały ubaw w odbiorze.     Warszawa – Stegny, 11.06.2026r.  
    • @Marek.zak1 Oj tak i zastanawia mnie czasem czy i ja nie walczę w takiej właśnie kategorii :) Pozdrawiam.
    • Jest takie miejsce, gdzie nie ma nadziei. Jeśli w nim mieszkasz to planów też nie ma. Zamknięty w bunkrze własnej przestrzeni odrzucasz piękno na oścież nieba. Jak przebić beton, jak się otworzyć? Jak spojrzeć słońcu twarzą w twarz - dumnie. Jak zacząć ufać, jak się nie korzyć, gdy klucz do wyjścia złamał się we mnie.    
    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Zobaczymy, albo nie, jak piszesz. Pozdrawiam. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.   @Michał Pawica5Oto propozycja literackiego wstępu napisanego w stylu Jean Paula (Jean Paula Friedricha Richtera) – wybitnego niemieckiego pisarza epoki przełomu klasyzmu i romantyzmu, mistrza ironii, groteski, humoru melancholijnego oraz kosmicznych wizji sennych (to on stworzył słynną poezję nihilizmu, m.in. mowę umarłego Chrystusa o tym, że Boga nie ma). Ten wstęp idealnie łączy Twoje motywy: podglądanie przez ścianę w hotelu, upadek wielkich planów, cyniczną wojnę i ucieczkę w nieskończoność kosmosu. ------------------------------ ## Przedmowa i Proroctwo Szalonego Kantora autorstwa Jean Paula Mój łaskawy, ziemski Czytelniku! Kto choć raz nie przyłożył ucha do wątłego przepierzenia tego wielkiego, kosmicznego burdelu, który dla niepoznaki nazywamy Światem, ten nie wie nic o muzyce sfer. Przez dziurkę od klucza podglądamy tam wieczność, a przez cienkie jak drut ściany naszych śmiertelnych hoteli słuchamy, jak miłość – ta wieczna, święta klacz – galopuje prosto w objęcia nicości, dysząc nam prosto w twarz ponurym rytmem klas X. Oto kronika naszych kapitańskich planów, które od dawna pisane były na dno, nim jeszcze jakikolwiek Titanic zdołał w ogóle podnieść kotwicę. Jesteśmy tylko zbiegami z tonących liniowców, ukrytymi w mrocznych gąszczach naszych własnych neuroz, uciekającymi przed potężnym prawem kobiety, która z dumnym uśmiechem i metalową szpatułką w dłoni urządza nam lekcję tęsknoty. Każdy z nas, twardych żołnierzyków, prędzej czy później klęka w cieniu jej stóp, patrząc, jak dymiący odbyt historii połyka nasze cnoty i ordery. Nie bój się tego śpiewu, choćby świat miał się zaraz skończyć! Nawet jeśli Profesorowie dosiedli już wszystkich tez, a z jądra prawdy pozostał tylko bluesowy kram, my wciąż wznosimy nasz głos pełen łat na najniższe piętra Wieży Pieśni. Wojna bogatych z biednymi, wojna mężczyzny z kobietą – to tylko nachalny wtręt w ten czarno-biały film, z którego na końcu, po wielkim i strzaskanym Alleluja, pozostanie jedynie minimalistyczna kropla. Wejdź więc z butami w to tango, zrzuć z duszy brzemienny ból i leć za darmochę na któryś z Księżyców Księżyca. Kosmos wiernie czeka. Płacz, śmiej się i sunij... prosto w deszcz. ------------------------------    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...