Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Prolog

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 4:40

- Zimno, podkręć na trójkę – mężczyzna w czerwonej kamizelce krzyknął na tył restauracji. Sala była jeszcze zupełnie pusta. “Trzeba będzie włożyć nową świeczkę” - pomyślał, patrząc wciąż nieprzytomnym wzrokiem na pierwszy stolik. Na białej koszuli widać było niedoprane ślady po ciemnym sosie.
Wnętrze lokalu było jeszcze ciemne, półmrok wisiał w powietrzu; ciemny dywan i równie ciemne obrusy podkreślały dekadencki klimat. Całe pomieszczenie było przesiąknięte dymem, mimo wiecznie niedomkniętego, starego okna w drewnianej ramie. Zdawać się mogło, że nie pamięta czasów świetności, więcej – nigdy takich nie było, jakby od początku projektowano ten szynk, mając przed oczyma obraz wiecznie zaspanej knajpy dla wiecznie zaspanych klientów. Jedynym elementem psującym schyłkowy styl był telewizor wiszący nad kontuarem.
Kelner podszedł do stolika pod oknem. Z brzegu, pod ścianą, leżała butelka po “Balantine”, spełniająca funkcję świecznika; ze świeczki został ledwie centymetrowy ogarek. Na dwu pozostałych stolikach, stały, również udając świeczniki, flaszki po czystej i po szampanie. Niewyspanymi oczyma zlustrował salę. Wyjął zapalniczkę i po chwili pierwszy płomyk rozjaśnił obrus na stoliku.

Pierwsza

Centrum, "Mekka", 3 XII 2003, 20:53

- Jjeszcze jjeden – zawołał zapity typ siedzący pod oknem.
- Służę panu, ale pan już wypił pół butelki, może podać jakąś zakąskę? - zasugerował grzeczny do przesady kelner.
- Nie, najlepiej przynieś pan całą butelkę – pijany mężczyzna najwyraźniej miał zamiar dokończyć wieczór w stanie kompletnego zamroczenia. Czerwona kamizelka zniknęła w wejściu do kuchni, lecz pijak zdawał się tego nie zauważyć. Ciągnął dalej – Będzie miała za swoje, ździra jedna. Niech se nie myśli... - przyczyną jego ucieczki w alkohol niechybnie była jakaś kobieta.
Na stoliku stanęła opróżniona do połowy piersiówka z etykietą “Balantine” oraz czysty kieliszek, zignorowany zresztą przez nieszczęśliwego w miłości faceta, który prawie natychmiast przyssał się do szyjki butelki.
- Niech se nie myśli – ponownie rozpoczął zagubiony wątek – że jej uwierzę. Jak to jest jej kuzyn, to ja jestem ksiądz – wybełkotał między kolejnymi łykami. Szybkim ruchem zakończył osuszanie szklanego opakowania i wstał. Zataczając się i nieskutecznie próbując utrzymać pionową postawę poszedł w kierunku drzwi.
Kelner podszedł do stolika i pomyślał - “Będzie flaszka na świecznik”.

Wrzosy, 3 XII 2003, 22:18

- Otwieraj – wrzaski pijaka usłyszeli chyba wszyscy w promieniu kilku kilometrów – oczywiście za wyjątkiem adresatki. Ździro, otwieraj – pijany nie dawał za wygraną. Drzwi uchyliły się w końcu i dobiegł zza nich głos żony – Właź, i tak już chyba wszystkich pobudziłeś.
Mężczyzna miał najwyraźniej ochotę przedyskutować swoje problemy tak, aby sąsiedzi również zostali o wszystkim poinformowani. - Jest twój kuzyn, szmato? To niech się wynosi, zanim go znajdę! - stawał się coraz bardziej bojowy. - Znajdę i sprzedam mu kosę!
Wtoczył się, a raczej został wciągnięty do domu.
- Gdzie on się schował? - niby-kuzyn był problemem numer jeden.
- Uspokój się, Zdzisiu, tu nikogo nie ma – próbowała wyjaśnić kobieta.
- Nie?! - ryknął Zdzisio – a to co? - kontynuował, wskazując na światło sączące się przez szparę pod drzwiami. - Zostawiłaś otwartą lodówkę w kiblu? - zakpił i ruszył w stronę tego światła, wyjmując z lewej kieszeni nóż.
- Wyłaź, gnido – wrzasnął, wpatrując się w przyklejone, plastikowe kółko i trójkąt.
- Chodź do sypialni, odpocznij – żona ciągnęła go za płaszcz. Gdy się do niej odwrócił, żeby coś odpowiedzieć, drzwi ubikacji otworzyły się i wyjrzała zza nich zalękniona twarz młodego mężczyzny.
- A ty k.. - zaczął Zdzisio i lewą ręką z nożem wziął zamach. Nie przewidział, że kobieta stała tak blisko. Po chwili na podłogę osunęło się ciało ubrane w wypłowiałą, bawełnianą nocną koszulę. Kobieta miała rozciętą szyję.

Druga

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 4:46

Wolnym krokiem kelner podszedł do środkowego stolika. Butelka po czystej była tylko trochę pokryta woskiem z wypalonej do połowy świeczki. Wkrótce również obrus na tym stoliku rozjaśnił się od blasku płomyka.

Centrum, "Mekka", 18 XII 2003, 18:26

Przy środkowym stoliku, na który stała opróżniona prawie do końca półlitrówka czystej, siedział elegancko ubrany młody człowiek i wpatrywał się w telewizor. Alkohol nie wywierał chyba na niego żadnego wpływu.
Jest wpół, może pan przełączyć na wiadomości? - poprosił kelnera. Na ekranie pojawiła się mówiąca coś kobieta; dołem przesuwał się pasek z jakimiś liczbami. Mężczyzna wpatrywał się, jak urzeczony.
- Jes jes! - krzyknął w pewnej chwili. Poderwał się zaczął podskakiwać i tańczyć, jakby był na meczu piłkarskim. Nie zważając na otoczenie wychylił do dna butelkę i wybiegł uradowany.

Rubinkowo, 18 XII 2003, 19:04

- I widzisz? Udało się – od drzwi krzyknął wesoło mężczyzna. - Gdzie jesteś, kochanie?
Pusta kuchnia, w dużym pokoju też pusto. Rzucił płaszcz na wieszak i prawie wbiegł do sypialni.
- Co robisz? - w jego oczach zagościło bezgraniczne zdumienie na widok pakującej się żony - Kaśka, co się dzieje?
- A co ma się dziać? W końcu się pakuję... przegiąłeś na dobre.
- Co ty mówisz? Właśnie zarobiliśmy 390 tysięcy!
- Jakim kosztem? I na jak długo, co? Znowu zainwestujesz w jakieś plastikowe badziewie, którego nikt nie kupi i co? Zejdź do piwnicy, cała jest zawalona jakimiś cholernymi mikserami do mleka... Mam ci przypomnieć? To nasz posag, pamiętasz? Przepraszam, MÓJ posag... Pamiętasz komornika, który zajął całą moją pensję? Kolesi, dla których miałam być miła, bo “mogą załatwić ważny biznes”? I nawet jak mnie podszczypywali, to miałam się podśmiewać jak blondyna z debilnego żartu? Koniec, radź sobie sam. - wzburzenie kobiety sięgnęło zenitu.
- Ale Kaśka, tym razem się udało! Teraz otworzę firmę i już będzie dobrze!
- Firmę? Którą z kolei? I czym się tym razem skończy? Obwiozą cię w bagażniku, czy tym razem będę już bez końca czekać aż “pozałatwiasz ważne sprawy” i wrócisz z miasta? Nie tym razem... dosyć łez w poduszce... niekończących się samotnych nocy...
- Zaczekaj, pozwól mi powiedzieć -
- Nie, niczego już nie wyjaśniaj – przynajmniej nie mnie – chwyciła walizkę i mimo ciężaru szybkim krokiem wyszła z mieszkania, nie zamykając nawet drzwi. Przez okno obserwował, jak zmierza w kierunku postoju taksówek. Nie obejrzała się ani razu i wsiadła do białego mercedesa, takiego samego, jak ten, który wiózł ich do ślubu. Po chwili czerwone światła zniknęły za zakrętem.

Most kolejowy, 18 XII 2003, 19:37

- Na pewno dobrze się pani czuje? Spytał taksówkarz zerkając w lusterko. - Może jednak jakoś pani pomóc? Zapłakana twarz kobiety wywołała ojcowskie uczucia w sześćdziesięcio­pa­ro­letnim kierowcy.
- Dziękuję, nic mi nie będzie – odparła rozmazując makijaż chusteczką. Zapłaciła; poczekała, aż wyda jej resztę, wypchnęła na mokry chodnik walizkę i wysiadła. Poczekała do chwili, gdy taksówka zniknie przed dworcem i usiadła na walizce.
Most kolejowy, 18 XII 2003, 2253
Po Wiśle gdzieniegdzie przemykały refleksy świateł od zabudowań z drugiego brzegu. Szczątki kry raczej dla przyzwoitości przypominały, że jest zima. W pobliżu jednego z filarów stała walizka.

Trzecia

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 4:49

Kelner wyjął z kieszeni świeczkę, zatknął ją na siłę w szyjce butelki od szampana i zapalił.
- Otwierać? - niemrawym głosem rzucił na tył restauracji.
- Nie, poczekaj, jak o piątej, to o piątej – usłyszał w odpowiedzi.

Centrum, "Mekka", 31 XII 2003, 23:59

- ... cztery, trzy, dwa, jeden, zero! - dwoje młodych ludzi zaczęło się całować.
- I widzisz? Udało się, zaczynamy go razem! - ubrana w skąpy, krzykliwe błyszczący strój dziewczyna wyglądała najwyżej na siedemnastolatkę, pomalowaną na trzydziestolatkę. Towarzyszący jej chłopak chyba był tak przejęty wyjściem z ukochaną na sylwestra, że nawet nie pomyślał o tym, żeby się jakoś odświętnie ubrać. Oczy mu błyszczały od szampana.
- Jak tak zaczęliśmy nowy rok, to wszystko nam się uda – powiedział do swojej partnerki.
- Chodź, skoczymy gdzieś potańczyć – zaproponował.
- Nie, Sławek, przecież obiecaliśmy moim starym, że będziemy tylko tutaj... - zaprotestowała dziewczyna.
- No a skąd się niby dowiedzą? Przecież sami są na imprezie, nie będą stamtąd wychodzić w połowie, żeby tu z nami się stuknąć szampanem. No, dawaj, skoczymy na Gagarina, tam będą puszczać fajerwerki, zobaczysz, będzie superowo – namawiał młodzieniec. - No, Ala, wiesz, kupiłem kilka odjazdowych petard, mam je w bagażniku, przecież nie będę z nimi wracać do domu, stary mnie zabije, jak zobaczy petardy w jego wózku, przecież wiesz, jaki on jest, wścieknie się, że powoziłem jego autem bez proszenia. - ten wykręt zdawał się trochę nielogiczny, ale dziewczyna chyba nie analizowała go w aspekcie logicznym.
- Mmmm ale wystrzelimy petardy i zaraz wrócimy ok? - odparła.
- Słowo zucha – wesoło powiedział chłopak.

Błonie, 1 I 2004, 0:12

Kierujący Fiatem Punto młodziak spojrzał na drżącą z zimna i emocji dziewczynę. Zbyt długo patrzył w jej stronę i nie zauważył czerwonych świateł. Jadący z prawej polonez nawet nie zwolnił. Na krótką chwilę świat zamienił się w jazgoczącą karuzelę. Gdy wszystko znieruchomiało, nadal patrzył w prawo na zgniecione ciało, które jeszcze przed chwilą było jego ukochaną.
- Ala, boże, Ala – wyszeptał.

Epilog

Centrum, "Mekka", 16 I 2004, 23:21

Słaniający się na nogach ze zmęczenia kelner podszedł do pierwszego od baru stolika i zdmuchnął ostatnią palącą się świecę. “W cholerę z tymi świecami, żaden nastrój a tylko łazić trzeba. Jutro powiem Adamowi, że może lepiej wypieprzyć te flaszki i kupić normalne lampki” - pomyślał.


Toruń, Inowrocław, styczeń 2004
Opublikowano

krzyknął na tył restauracji - jakoś tak...
Zadać się mogło - zdawać?
projektowano ten wyszynk - wyszynk, czy szynk? (wyszynk, to chyba prawo do sprzedaży alkoholu?)
pod ścianą, leżała butelka po “Balantine”, spełniająca funkcję świecznika - zmieniłbym szyk na: pod ścianą leżała,spełniająca funkcję świecznika butelka po “Balantine”,
próbując utrzymać pionową postawę zaczął zmierzać w kierunku drzwi - po co zaczął?
Jest wpół - jest pół do...
przynajmniej nie mi - w tym przypadku jednak powinno chyba być "mnie"

Dobra historia, fajny język. Należałoby się chyba wyjaśnienie co to jest Mekka. Może pisząc "Mekka"?
P.S. Skąd u Ciebie takie dziwne cudzysłowy?

Opublikowano

Dzięki, Leszku.
Z krzyknięciem powalczę, z poprawek skorzystałem - choć nie w pełni:
jest wpół - zostaje - tu, w Toruniu, wszyscy tak mówią :) przynajmniej nie mi/mnie - poprawiłem, choć mam wątpliwości - może Pani Psor podpowie :)

Dziwne cudzywsłowy z OpenOffice'a :D

Pozdrawiam
Wuren

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wzięli kiedyś na tapetę takiego małomożliwościowego. I chcieli go uczynić ja cię kręcę dużo mogę. Ba, mogę najwięcej i najlepiej i najpełniej. I chcieli tak zrobić niewiele, bardzo niewiele mu pomagając, a wspierając tylko troszeńkę i broń cię panie boże finansowo, co notabene zakrawa na błąd logiczny. Ważną rolę miały odgrywać przeróżne bodźce motywacyjne i demotywacyjne jak najbardziej również. I była w tym zabawa, owszem była, ale to ogólnie jest wiadome, że zabawa w branży rozrywkowej figuruje jak najbardziej. Mieli w planach figuranta przerobić w figurę, z czego roześmiało się i być może nawet serdecznie chyba pół miasta, a już z całą pewnością cała okolica. Zamieszanie spowodowało kilka książek o bardzo interesującym podłożu intencyjnym, które co warto dodać w założeniu miały wcale i nigdy nie powstać. Te oto przynajmniej książki zostały napisane przez zewnętrzne okoliczności i jest w tym coś z faktu niezbitego. Książki dawały, dawały ubaw w odbiorze.     Warszawa – Stegny, 11.06.2026r.  
    • @Marek.zak1 Oj tak i zastanawia mnie czasem czy i ja nie walczę w takiej właśnie kategorii :) Pozdrawiam.
    • Jest takie miejsce, gdzie nie ma nadziei. Jeśli w nim mieszkasz to planów też nie ma. Zamknięty w bunkrze własnej przestrzeni odrzucasz piękno na oścież nieba. Jak przebić beton, jak się otworzyć? Jak spojrzeć słońcu twarzą w twarz - dumnie. Jak zacząć ufać, jak się nie korzyć, gdy klucz do wyjścia złamał się we mnie.    
    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Zobaczymy, albo nie, jak piszesz. Pozdrawiam. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.   @Michał Pawica5Oto propozycja literackiego wstępu napisanego w stylu Jean Paula (Jean Paula Friedricha Richtera) – wybitnego niemieckiego pisarza epoki przełomu klasyzmu i romantyzmu, mistrza ironii, groteski, humoru melancholijnego oraz kosmicznych wizji sennych (to on stworzył słynną poezję nihilizmu, m.in. mowę umarłego Chrystusa o tym, że Boga nie ma). Ten wstęp idealnie łączy Twoje motywy: podglądanie przez ścianę w hotelu, upadek wielkich planów, cyniczną wojnę i ucieczkę w nieskończoność kosmosu. ------------------------------ ## Przedmowa i Proroctwo Szalonego Kantora autorstwa Jean Paula Mój łaskawy, ziemski Czytelniku! Kto choć raz nie przyłożył ucha do wątłego przepierzenia tego wielkiego, kosmicznego burdelu, który dla niepoznaki nazywamy Światem, ten nie wie nic o muzyce sfer. Przez dziurkę od klucza podglądamy tam wieczność, a przez cienkie jak drut ściany naszych śmiertelnych hoteli słuchamy, jak miłość – ta wieczna, święta klacz – galopuje prosto w objęcia nicości, dysząc nam prosto w twarz ponurym rytmem klas X. Oto kronika naszych kapitańskich planów, które od dawna pisane były na dno, nim jeszcze jakikolwiek Titanic zdołał w ogóle podnieść kotwicę. Jesteśmy tylko zbiegami z tonących liniowców, ukrytymi w mrocznych gąszczach naszych własnych neuroz, uciekającymi przed potężnym prawem kobiety, która z dumnym uśmiechem i metalową szpatułką w dłoni urządza nam lekcję tęsknoty. Każdy z nas, twardych żołnierzyków, prędzej czy później klęka w cieniu jej stóp, patrząc, jak dymiący odbyt historii połyka nasze cnoty i ordery. Nie bój się tego śpiewu, choćby świat miał się zaraz skończyć! Nawet jeśli Profesorowie dosiedli już wszystkich tez, a z jądra prawdy pozostał tylko bluesowy kram, my wciąż wznosimy nasz głos pełen łat na najniższe piętra Wieży Pieśni. Wojna bogatych z biednymi, wojna mężczyzny z kobietą – to tylko nachalny wtręt w ten czarno-biały film, z którego na końcu, po wielkim i strzaskanym Alleluja, pozostanie jedynie minimalistyczna kropla. Wejdź więc z butami w to tango, zrzuć z duszy brzemienny ból i leć za darmochę na któryś z Księżyców Księżyca. Kosmos wiernie czeka. Płacz, śmiej się i sunij... prosto w deszcz. ------------------------------    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...