Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

23
Wieczorne wiadomości telewizyjne podały informację:
– W dniu dzisiejszym, około godziny pierwszej trzydzieści, w jednym z instytutów naukowych podległych resortowi rolnictwa wybuchł groźny pożar. Z czternastu osób zgromadzonych w objętym ogniem laboratorium nie ocalał nikt. Specjalna rządowa komisja bada przyczyny wypadku.
W tym samym czasie do willi profesora Carlssona wdarło się kilku mężczyzn. Przeszukali dom od piwnic, aż po strych, włamując się również do sejfu, oraz stojących w garażu samochodów. Po kilku godzinach intensywnej pracy, jeden z nich wyjął z kieszeni telefon, wybrał numer i powiedział:
– Chyba nic nie zostawił. Spływamy.
Mężczyźni opuścili dom i przeszli do zaparkowanego kilka przecznic dalej samochodu. Podczas jazdy przez most, jeden z nich wyrzucił telefon do rzeki.
Mniej więcej w tym samym czasie Linda Werner zatrzymała swoją małą Toyotę na parkingu przed apartamentowcem. Przewiesiła torebkę przez szyję, sięgnęła na siedzenie pasażera po torbę z zakupami, gdy obok niej zatrzymał się motocykl. Motocyklista oparł maszynę na podnóżku i zdjął kask. Potrząsnął głową rozrzucając długie blond włosy i dopiero wówczas Linda zauważyła, że motocyklistą była wysoka, szczupła dziewczyna.
– Przepraszam, pomyliłam drogę. Którędy do autostrady?
Linda wysiadła z samochodu, by wskazać kierunek. Wtedy zza stojącego obok pickupa podszedł do niej od tyłu jakiś mężczyzna i zdzielił ją gumową pałką w głowę. Dodał jeszcze kilka ciosów i Linda osunęła się na beton. Blondynka wyjęła z jej torebki klucze i pieniądze, resztę zawartości wysypując na parking. Wykonała odciski kluczy, po czym wrzuciła je pod samochód. Oboje wsiedli na motocykl i spokojnie opuścili miejsce wydarzenia. Całe zajście obserwował jakiś człowiek ukrywający w cieniu, rosnącego po drugiej strony ulicy drzewa.
Po chwili na parkingu zatrzymał się jakiś samochód. Kierowca dostrzegłszy leżąca na betonie Lindę zbadał ją pobieżnie, wyjął telefon komórkowy i wezwał pogotowie.
Kiedy ambulans zabrał kobietę do szpitala, ukrywający się pod drzewem człowiek zadzwonił z komórki.
– Suny side of the street - zanucił.
Po godzinie do apartamentowca weszła grupa mężczyzn i wjechała na ósme piętro. Odszukawszy właściwe drzwi, jeden z nich otworzył je dorobionymi kluczami, po czym grupa weszła do mieszkania. Dokładnie spenetrowali wnętrze. Nie znalazłszy żadnych podejrzanych rzeczy, opuścili lokal zamykając drzwi na klucz.
W czasie, kiedy w domu profesora Carlssona i doktora Wernera dokonywano przeszukań, stacje telewizyjne podawały dalsze wiadomości dotyczące pożaru:
– W uzupełnieniu do informacji z poprzedniego wydania wiadomości dotyczącej wypadku w laboratorium, podajemy, że za jego przyczynę straż pożarna uznała uszkodzenie instalacji gazowej. Do tragicznego finału doprowadziły skandaliczne zaniedbania w zakresie zabezpieczenia przeciwpożarowego. Winnego tych zaniedbań dyrektora instytutu znaleziono martwego w jego własnym gabinecie. Przyczyną śmierci było samobójstwo.

24

Tino wyprowadził Sandrę z kliniki. Na podjeździe czekała na nich taksówka. Zajęli miejsce na tylnym siedzeniu, a Tino podał kierowcy adres. Kiedy taksówkarz jadąc ulicą Pineta Saccheti zaczął ustawiać się na pasie dla skręcających w prawo, Tino zaooponował.
– Nie, nie! Proszę jechać koło Watykanu!
– Dobrze, wodzu. Ale to nam zajmie co najmniej godzinę. O ile nie utkniemy w korkach – odpowiedział taksówkarz.
– To nam może zająć nawet trzy godziny, bo w kilku miejscach zatrzymamy się – odrzekł Tino.
Kierowca tylko wzruszył ramionami i wrócił na pas dla jadących na wprost, by potem skręcić w lewo. Podczas jazdy Tino opowiadał Sandrze o mijanych miejscach. Kilkakrotnie zatrzymywali się na chwilę, a na Piazza Della Bocca Della Verita; Sandra przykazała Tinowi wyznać miłość z ręką trzymaną w groźnych ustach. Tino z udawanym strachem wzbraniał się przed tym, jednak po chwili pełnym powagi głosem powiedział:
– Kocham cię, ponad życie, Sandro. Zawsze będziesz moją miłością. A teraz ty!
– Mowy nie ma! – zaczęła się przekomarzać. Mam zamiar w dalszym ciągu grać na swoim flecie. Brak wzroku tego nie wyklucza, ale brak ręki...
Roześmiani wrócili do taksówki i ruszyli w dalszą drogę, by po około dwóch godzinach dotrzeć do kamienicy przy via Tuscolana, gdzie Tino wynajął mieszkanie.

W kilka tygodni później odbył się cichy ślub, w którym uczestniczyła tylko grupa koleżanek i kolegów Sandry z konserwatorium. Nawet świadkiem Tina był jeden z nich.



25

Któregoś wieczora, podczas kolacji Sandra zwróciła się do męża:
– Wiesz co, kochanie, chciałabym podjąć pracę. Może mogłabym uczyć muzyki?
– Ależ Sandro, wcale nie musisz pracować.
– Chcę pracować, panie Bianchi. Ty tak dużo pracujesz... Nie chcę być dla ciebie ciężarem. A zresztą nudzę się kiedy jestem sama. Nie mogę czytać, ani oglądać telewizji.. – Zaczęła podnosić głos. – Nie mogę nawet piec, gotować i sprzątać! – Niemal wykrzyczała ostatnie słowa.
– ...
– Tino, zrób coś! Dlaczego nie odpowiadasz? Czy powiedziałam coś niewłaściwego?
– Słuchaj, Sandro - muszę ci coś wyznać. – Rozpoczął z trudem. – Długo się wahałem, ale sądzę, że powinnaś poznać prawdę o mnie. Po pierwsze, nie nazywam się Bianchi, tylko Venturi, a po drugie wcale nie pracuję. Nie mogłem wziąć z tobą ślubu pod prawdziwym nazwiskiem, gdyż Tino Venturi jest poszukiwany przez prokuraturę za spowodowanie śmiertelnego wypadku samochodowego. Co do mojej pracy - również cię okłamywałem - prawda jest taka, że jestem członkiem organizacji terrorystycznej. Ten wypadek w studio, to również jest moja wina.
Sandra w pierwszej chwili zdawała się nie rozumieć, o czym Tino mówił. Po chwili spochmurniała, wstała od stołu i skuliła się w fotelu. Zapadło głuche milczenie. Pierwsza przerwała je Sandra.
– Więc ty brałeś udział w tym zamachu, w którym mnie...
– Tak, to był w ogóle mój pomysł.
– I gdyby nie ten wypadek, to nigdy byśmy się nie poznali?
– Najprawdopodobniej, nie.
– A więc, tylko dzięki temu wydarzeniu mogliśmy się poznać... Widocznie Bóg tak chciał. Kocham cię, Tino i wybaczam.
Tino uklęknął u jej stóp, położył głowę na jej kolanach i wybuchnął płaczem, a Sandra zawtórowała mu przerywanym szlochem.
– Cieszę się ogromnie, Sandro – rzekł nieco uspokojony Tino – że to wyznanie mam już poza sobą. Kocham cię, uwielbiam. Jestem gotów oddać życie, byś była szczęśliwa.
– Nie chcę, byś oddawał życie. Chcę, byś żył długo i chcę mieć z tobą dziecko. I nie chcę, Żebyś należał do tej organizacji. Zerwij z nimi – przecież ty nie jesteś stworzony do zbrodni.
– Już dawno chciałem to zrobić, ale to nie jest takie proste. Jeden z mich kolegów uciekł, chcąc się oddać w ręce władz i został bezlitośnie zamordowany.
– A więc nie ma odwrotu?
– Niestety, nie. Chyba, że chcesz zostać młodą wdową.
– To ucieknijmy gdzieś razem. Gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie zna. Będziemy mogli żyć spokojnie, wychowywać dzieci i zapomnieć o przeszłości. Jeśli zostaniemy tutaj, zabiją cię karabinierzy, albo twoi kumple. Nie chcę tego! Nie mogę cię stracić! Przecież nie mam nikogo, prócz ciebie.
Zapadło milczenie, które ponownie przerwała Sandra:
Tino... to jak naprawdę się nazywam? Bianchi, czy Venturi?
– Nie wiem... Nie zastanawiałem się nad tym. No cóż – dodał po chwili – na razie musi być Bianchi. Może kiedyś uda mi się z tego wykaraskać i wtedy zostaniesz panią Venturi.
– I jeszcze raz weźmiemy ślub? – Zażartowała całkiem już spokojna Sandra.

Kilka dni po tym wydarzeniu Tino wszedł do mieszkania z radosną miną.
– Witaj skarbie. Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość. Rozmawiałem dzisiaj ze pewnym słynnym neurologiem, który, po zapoznaniu się z twoją historią choroby stwierdził, iż może się podjąć leczenia ciebie. Uważa, że jest szansa, byś odzyskała wzrok.
Sandra objęła Tina.
– To cudownie! Czy to jest naprawdę możliwe? No tak, ale co z tobą? Kiedy zerwiesz z nimi?
– Wszystko przemyślałem. Póki będziesz na leczeniu muszę pozostać w organizacji, ale nie martw się. O każdym zamachu telefonicznie uprzedzałem policję, tak, że od czasu tego wypadku w telewizji żadna akcja się nie powiodła. A kiedy już będziesz zdrowa, zostawimy wszystko i pojedziemy gdzieś na południe, by rozpocząć nowe życie.

Opublikowano

groźny pożar. Z czternastu osób zgromadzonych w objętym pożarem laboratorium - to wiadomości więc nie mogliby sobie pozwolić na tak bliskie powtórzenie, drugi ''pożar'' proponuję zamienić na ogień.

mężczyzna wyrzucił telefon do rzeki.- znowu powtórzenie, wcześniej byli mężczyźni, teraz może napisać chociaż ''jeden z nich''?

ostatni myślnik ''23'' -może się czepiam-ale zawiera również sporo powtórzeń...

Widocznie Bóg tak chciał. Kocham cię, Tino i wybaczam. - nie było cichych dni, a nawet dłuższego fukania itd. jak dla mnie za szybko się to stało. nie dość, że ją okłamał to powiedział jej dopiero po ślubie.


zaangażowałeś się w pisanie życia Tina i Sandry -to dobrze, na koniec jest wspomnienie o kilku akcjach, widocznie mało istotnych, ale warto im poświęcić chociaż kilka zdań. ogólnie - tak. robi się coraz ciekawiej.

pozdr.

Opublikowano

Ja użyłbym tragiczny w skutkach pożar.
i w ostatniej części literówka "– I jeszcze raz weźmiemy ślub? – ZażartowałA całkiem już spokojna Sandra.
Faktycznie akcja się zagęszcza
Pozdrawiam
W

Opublikowano

częśc 23 troche niezrozumiała.

Troche sie to przeradza w jakis tkliwy melodrmat ;). Tez troche dziwne, że dziewczyna dowiedziawszy sie, że jej świeżo upieczony mąż, jest terrorystą i w dodatku przepriwadził atak w wyniku którego straciła wzzrok, przebaczyła mu tak od razu. Musiała by byc chyba świętą.
A
le z drugiej strony jesli bohaterami są Włosi to wyżej opisane fakty mogły by miec miejsce. Włosi są do tego zdolni .

Zobaczymy dalej. Dobrze by było troche ich teraz skłócic o cos, zeby historia nie zrobiła sie przesłodzona. W końcu mieszkańcy Italii, zwłaszcza kobiety lubią sie droczyc o byle co.

Opublikowano

Dziękuję za uwagi. Poczekam na kolejne i wtedy dokonam zbiorczej korekty.
Jeśli idzie o zchowanie Sandry. Może takie kobiety naprawdę gdzieś istnieją... A jeśli nie, to należało w końcu taką wymyślić. A może dopiero po jakimś czasie bedzie się zastanawiać nad tym wszystkim? Może i będzie, ale ja tego opisywać nie mam zamiaru.
Co do treści - pisałem już wcześniej, że to ma być melodramat. I będzie - dziewczyny szykujcie chusteczki.

Opublikowano

Telewizyjne wiadomości wieczorne = Wieczorne wiadomosci telewizyjne, lepiej brzmi

kilku mężczyzn Przeszukali = kropka:)

Spływamy. Mężczyźni opuścili dom = myślnik

Kiedy ambulans zabrała kobietę = bez a

reszta wyłapana przez pozystałych :)

no, Leszku, niestety nie idzie to w kierunku jaki by mnie kusił, ale też nie miałam pojęcia, że to melodramat, muszę zmienić nastawienie do całości i wtedy być może kupię to w takiej postaci i z takimi obrotami sprawy jak szybkie zakochanie, ślub, czy wybaczanie na miarę świętej. Póki co stanę z boku i popatrzę, co dalej (choć mam już scenariusz zakończenia :) melodramaty mają to do siebie, że są z grubsza przewidywalne, ale nic nie stoi na przeszkodzie bym się miło rozczarowała :)

Opublikowano
Wtedy zza stojącego obok pickupa podszedł do niej od tyłu jakiś mężczyzna i zdzielił ją gumową pałką w głowę. Dodał jeszcze kilka ciosów i Linda osunęła się na beton. --> dodawanie ciosów a także "zdzielanie" jakoś mi nie pasuje do ogólnego tonu "powieści"
Wykonała odciski kluczy, po czym również je wyrzuciła. --> jakoś wcześniej nie było o wyrzucaniu, więc może bez "również"?
Piazza Della Bocca Della Verit&agrave --> to ma być "andagrave"??
Sandra przykazała Tinowi wyznać miłość z ręką trzymaną w groźnych ustach. --> "przykazała" brzmi jakby staroświecko, może lepiej "kazała"?
kilka tygodni później odbył się cichy ślub, w którym uczestniczyło tylko kilkoro koleżanek i kolegów Sandry z konserwatorium. Nawet świadkiem Tina był jeden z nich. --> "kilkoro koleżanek" brzmi nieco dziwnie, więc może po prostu: kilkoro znajomych? A w następnym zdaniu poprawić szyk: Jeden z nich był nawet świadkiem. (Na ślubie zwykle jest dwoje świadków: ona i on, więc trochę głupio jest dodawać, że był świadkiem Tina akurat - jakby mógł być świadkiem kogo innego)

– A więc, tylko dzięki temu wydarzeniu mogliśmy się poznać... Widocznie Bóg tak chciał. Kocham cię, Tino i wybaczam. --> to jest strasznie drętwy motyw ;) przykro mi, ale to prawda. Wydaje mi się, że niezależnie od narodowości, kobieta zareaguje dużo bardziej emocjonalnie...dużo dłużej by to przeżywała...nie wiem, jakoś Twoje tłumaczenia, że może później...itepe - nie przekonały mnie wcale. Wolałabym więcej realizmu, skoro to ma byc melodramat to laska nie może być taka cholerenie opanowana i chłodno myśląca (w związku).

– I jeszcze raz weźmiemy ślub? – Zażartował całkiem już spokojna Sandra. --> Sandra zmienił płeć :D po drugim myślniku to chyba z małej powinno się pisać?

czekam na ciąg dalszy
pozdrawiam
Opublikowano

Dziękuję za krytyczne uwagi i pozdrawiam.

JAY

Widocznie Bóg tak chciał. Kocham cię, Tino i wybaczam. - nie było cichych dni, a nawet dłuższego fukania itd. jak dla mnie za szybko się to stało. nie dość, że ją okłamał to powiedział jej dopiero po ślubie.

Przemyślę to jeszcze

zaangażowałeś się w pisanie życia Tina i Sandry -to dobrze, na koniec jest wspomnienie o kilku akcjach, widocznie mało istotnych, ale warto im poświęcić chociaż kilka zdań. ogólnie - tak. robi się coraz ciekawiej.

O jednym telefonie wspomniałem, pozostałe nie mają już znaczenia

PEDRO

Troche sie to przeradza w jakis tkliwy melodrmat ;). Tez troche dziwne, że dziewczyna dowiedziawszy sie, że jej świeżo upieczony mąż, jest terrorystą i w dodatku przepriwadził atak w wyniku którego straciła wzzrok, przebaczyła mu tak od razu. Musiała by byc chyba świętą.
Zobaczymy dalej. Dobrze by było troche ich teraz skłócic o cos, zeby historia nie zrobiła sie przesłodzona. W końcu mieszkańcy Italii, zwłaszcza kobiety lubią sie droczyc o byle co.

Zastanowię się nad tym.

NATALIA

no, Leszku, niestety nie idzie to w kierunku jaki by mnie kusił, ale też nie miałam pojęcia, że to melodramat, muszę zmienić nastawienie do całości i wtedy być może kupię to w takiej postaci i z takimi obrotami sprawy jak szybkie zakochanie, ślub, czy wybaczanie na miarę świętej. Póki co stanę z boku i popatrzę, co dalej (choć mam już scenariusz zakończenia :) melodramaty mają to do siebie, że są z grubsza przewidywalne, ale nic nie stoi na przeszkodzie bym się miło rozczarowała :)

Mimo wszystko mam nadzieję zaskoczyć was wszystkich.

ONA KOT

Wtedy zza stojącego obok pickupa podszedł do niej od tyłu jakiś mężczyzna i zdzielił ją gumową pałką w głowę. Dodał jeszcze kilka ciosów i Linda osunęła się na beton. --> dodawanie ciosów a także "zdzielanie" jakoś mi nie pasuje do ogólnego tonu "powieści"

Są ludzie i ludziska.

Wykonała odciski kluczy, po czym również je wyrzuciła. --> jakoś wcześniej nie było o wyrzucaniu, więc może bez "również"?

Cytuję: resztę zawartości wysypując na parking.

Piazza Della Bocca Della Verit&agrave --> to ma być "andagrave"??

nie mam pojęcia skąd wzięło się & - ma być verita.

Sandra przykazała Tinowi wyznać miłość z ręką trzymaną w groźnych ustach. --> "przykazała" brzmi jakby staroświecko, może lepiej "kazała"?

Przykazała brzmi bardziej kategorycznie. Zostawiam

kilka tygodni później odbył się cichy ślub, w którym uczestniczyło tylko kilkoro koleżanek i kolegów Sandry z konserwatorium. Nawet świadkiem Tina był jeden z nich. --> "kilkoro koleżanek" brzmi nieco dziwnie, więc może po prostu: kilkoro znajomych? A w następnym zdaniu poprawić szyk: Jeden z nich był nawet świadkiem. (Na ślubie zwykle jest dwoje świadków: ona i on, więc trochę głupio jest dodawać, że był świadkiem Tina akurat - jakby mógł być świadkiem kogo innego)

Zmieniłem na grupę. Co do świadka, to jeszcze przemyślę

– A więc, tylko dzięki temu wydarzeniu mogliśmy się poznać... Widocznie Bóg tak chciał. Kocham cię, Tino i wybaczam. --> to jest strasznie drętwy motyw ;) przykro mi, ale to prawda. Wydaje mi się, że niezależnie od narodowości, kobieta zareaguje dużo bardziej emocjonalnie...dużo dłużej by to przeżywała...nie wiem, jakoś Twoje tłumaczenia, że może później...itepe - nie przekonały mnie wcale. Wolałabym więcej realizmu, skoro to ma byc melodramat to laska nie może być taka cholerenie opanowana i chłodno myśląca (w związku).

Sam już nie wiem. Nie mam konceptu na to jak powinna zareagować. Może kiedyś przyjdzie mi do głowy jakieś rozwiązanie.

– I jeszcze raz weźmiemy ślub? – Zażartował całkiem już spokojna Sandra. --> Sandra zmienił płeć :D po drugim myślniku to chyba z małej powinno się pisać?

"a" dodane. Z tymi komentarzami w dialogach cały czas mam problem. Przyjąłem konwencję, że po kropce dwukropku i innych, które w normalnym tekście narzucają kontynuację pisania z wielkiej litery, postępuję tak, jak zwykle. Jeśli jest to błąd, to będę miał sporo pracy. :(

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wiem, że niby wysypując i wyrzucając może być w tym miejscu tożsame,
ale jednak nic tekstowi nie ubędzie jeśli pozbedziesz się owego "również"
ewentualnie napisać:Wykonała odciski kluczy, po czym dorzuciła je do zawartości torebki. (lub coś w tym stylu)
zresztą, może to ja dziwna jestem, skoro nikomu wcześniej to nie wadziło ;]

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena po tym, co wyczytała @Berenika97  pozostało mi tylko napisać, że nieśmiało dołączam do Jej słów.  Mistrzostwo pióra ! Pozdrawiam.
    • @Migrena to piękny, klimatyczny i zmysłowy wiersz. Czuć w nim emocje i wrażliwość.m Pozdrawiam ciepło.
    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...