Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Opowieść doktora Nobody

– Byłem genialnym dzieckiem...
– ...A teraz? – uczucie niechęci powróciło, niczym bumerang.
– ...a teraz jestem dorosły – Nobody gładko przeszedł nad moim pytaniem. – Już w wieku ośmiu, czy dziewięciu lat zdarzało mi się wyskakiwać z pomysłami, które zbijały z tropu rodziców i nauczycieli. Pierwszy wynalazek opatentowałem mając zaledwie dwanaście lat. Uzyskane w ten sposób pieniądze – niemałe zresztą – pozwoliły mi na zorganizowanie w piwnicach rodzinnej rezydencji sporego, dobrze wyposażonego laboratorium. Co prawda, ojciec mój mógłby mi sam je urządzić, ale wolałem nie być od niego zależny. W wieku szesnastu lat rozpocząłem studia w MIT, a na trzecim roku zostałem asystentem wykładowcy w Katedrze Fizyki Stosowanej. Po uzyskaniu dyplomu i szybkim doktoracie zostałem najmłodszym w historii uczelni profesorem, w specjalnie dla mnie utworzonym Zakładzie Innowacyjności. Nie muszę chyba wspominać, że przez cały ten czas, dalej zajmowałem się wynalazczością, czerpiąc z tego niemałe korzyści.
– Zaiste, piękna kariera – Suliko weszła mu w słowo. – Ale co takiego się stało, że nastąpiła ta przemiana i podjęcie decyzji o pracy na odludziu?
– Wszystko przez tego pieprzonego Polaczka – twarz doktora ściągnął grymas gniewu. – Był moim asystentem i pomagał mi w pracy nad kolejnym pomysłem. Słyszeliście może państwo o systemie przeciwpowodziowym, znanym jako RAFLOOS?
– Coś sobie przypominam. Wielka afera, nagłośniona przez media na całym świecie. Jakieś oskarżenia o plagiat...
– No właśnie. Plagiat! Mnie oskarżono o plagiat, gdy tymczasem to ten sukinsyn wykradł moje pomysły i opatentował w Polsce uprzedzając mnie o kilka dni. I mimo doskonałej opinii o mnie, jako wynalazcy, dano wiarę temu złodziejowi. Nawet moja własna uczelnia wystąpiła przeciw mnie, zwalniając z kierowniczej funkcji. Tego było za wiele! Rzuciłem pracę naukową i – dzięki pieniądzom uzyskanym za patenty, oraz ogromnemu majątkowi odziedziczonemu po ojcu – stworzyłem sobie ten erem, którego nie opuściłem od dwudziestu trzech lat.
– A proszę nam powiedzieć, doktorze w jaki sposób skompletował pan ekipę współpracowników skłonnych dzielić pańskie odosobnienie.
– To jest dosyć długa i skomplikowana historia. Przy pomocy grupy zaufanych prawników wyszukałem ludzi wyjętych spod prawa. Nie byli to jednak prawdziwi przestępcy, lecz ludzie pokrzywdzeni na skutek błędów w postępowaniu prokuratorskim i sądowym. Ludzi takich, jak ja. Ludzi, nie mogących znaleźć miejsca w tak zwanym normalnym świecie. Ludzi, którzy stworzyli wraz ze mną nową społeczność, by nie powiedzieć rodzinę.
– Nie miał pan żadnej rodziny? – zaciekawiła się Suliko.
– Najpierw nie miałem na to czasu, a potem... Potem było już za późno. Ciekawi zapewne państwa, co właściwie tutaj robię. Otóż pracuję nad największym dziełem mego życia – realizacją programu pozyskania taniej energii i to w nieograniczonych niemal ilościach. Sięgam mianowicie do zasobów geotermalnych.
– To chyba nie jest żadna nowość. Na całym niemal świecie, tam gdzie na niezbyt wielkich głębokościach znajdują się gorące źródła wody wydobywa się ją na powierzchnię i wykorzystuje do celów grzewczych, a także do wytwarzania energii elektrycznej.
– Tak, ma pana rację, redaktorze. To wszystko odbywa się jednak na niewielką skalę. Mnie interesuje skala maxi. Niewątpliwie zaciekawiły państwa odgłosy, oraz wyraźnie wyczuwalne wibracje podłoża. To nie jest nic niezwykłego. Po prostu odbywają się wiercenia.
– No dobrze, doktorze. Wierci pan sobie dziurę w ziemi, po jakimś czasie dotrze do zasobów wody, będzie ją wydobywał na wierzch i podgrzewał swoją jaskinię. Gdzie tu jest skala maxi? – wyraziłem swoje wątpliwości.
– Słuszna uwaga, redaktorze. To jest na razie inwestycja pilotująca. Jeśli się uda, będzie można ją wprowadzić na całym świecie.
– Zaraz, zaraz. Czyżby twierdził pan, że w każdym miejscu na świecie, gdzieś tam pod warstwą litosfery znajdują się zbiorniki gorącej wody?
– Nie, absolutnie nie. Sprawa dotyczy jednak krajów, które posiadają duże zbiorniki wody. I nie chodzi o podziemne jej złoża, lecz o wody otwarte, jak wielkie jeziora i morza.
– Nie rozumiem. To skąd ciepła woda?
– Nie ciepła, lecz gorąca. I właściwie, nie woda w powszechnym rozumieniu, lecz para wodna. Na dodatek przegrzana para wodna pod wysokim ciśnieniem.
– Para? Jednak proszę o bardziej jasne wytłumaczenie.
– Dobrze. Spróbuję to zrobić w sposób możliwie jasny. Proszę sobie wyobrazić głęboki odwiert do którego wlewa się woda. Co się z nią stanie.
– Podgrzeje się.
– Słusznie. Im odwiert będzie głębszy, tym jej temperatura będzie wyższa, a jeśli osiągnie punkt wrzenia – zamieni się w parę.
– I co potem?
– Wydostanie się na powierzchnię i będzie napędzać turbiny elektryczne.
– Jak się wydostanie, skoro do dziury będzie się wlewać woda.
– To żaden problem. Jeśli do odwiertu wsadzimy rurę o mniejszej średnicy, to para będzie wydostawać się przez nią.
– No tak, ale tym sposobem okoliczna skała szybko się wychłodzi, bo przecież kamień nie jest najlepszym przewodnikiem ciepła – Suliko również włączyła się do dyskusji – i wówczas proces ustanie.
– Bardzo słuszna uwaga, moja droga. Ale jeśli dwa odwierty znajdą się w pewnej odległości od siebie, powiedzmy jednej mili, to wówczas zasoby ciepła zwiększą się niewspółmiernie.
– A kto przekopie tunel łączący oba odwierty? – zapytałem z nutą złośliwości.
– Wodór, drogi panie. Wodór.
Zrobiliśmy okrągłe oczy.
– Wodór?
– Tak dokładnie, to deuter i tryt.
– Pan chyba oszalał! – wykrzyknąłem. – Chce pan dokonać eksplozji termojądrowej? Przecież to niebezpieczne. A poza tym nie uwierzę, by mógł pan zdobyć bombą wodorową.
– Czy mógłbym zdobyć? – zaśmiał się ironicznie. – Ależ ja tę zabawkę posiadam. Jeśli chcecie zobaczyć, to chętnie was zaprowadzę do miejsca składowania. Ale, szczerze mówiąc to nie ma na co patrzeć. Dopiero w akcji jest warta uwagi.
Znieruchomieliśmy oboje, porażeni tą niesłychaną informacją.
Nie bójcie się państwo, ona sama nie wybuchnie. Detonator w postaci konwencjonalnej bomby atomowej znajduje się w innym miejscu i na dodatek również nie jest uzbrojony. Ale jeśli uzbroicie się w cierpliwość – delektował się przez chwilę swoim kalamburem – to będziecie świadkami tego epokowego wydarzenia.
– Pan naprawdę chce to wszystko tutaj zrobić? Kiedy? – Suliko zacisnęła pięści.
– Ależ zrobię to. I to już za jakieś dwa tygodnie. Odwierty prawie gotowe, bomby czekają na swój Big Bang, zgromadziłem całkiem spory zapas wody w podziemnym jeziorze, turbiny elektryczne dużej mocy już są zainstalowane.
– I sądzi pan, że będziemy czekać dwa tygodnie, aż zrealizuje pan swój szalony eksperyment?
Zaciśnięcie szczęk i gniewne spojrzenie w kierunku dziewczyny trwało tylko kilka sekund, po czym uspokojony powrócił do opowieści.
– Tak, to jest eksperyment, dokładnie jednak udokumentowany, a nie żadne szaleństwo. Dzieje nauki mówią, że wielcy wynalazcy częstokroć byli uważani za szaleńców i dopiero później uznawano ich za geniuszy. Wbrew pozorom cała ta instalacja będzie zupełnie bezpieczna. Podziemny wybuch wytopi w skale wielką kawernę, po czym dopływająca woda, wywołując gwałtowne ochłodzenie, spowoduje spękanie skał i zawalisko, w którym, jak w gąbce będzie się przemieszczać woda, nagrzewać się i w postaci pary wychodzić drugim otworem. Następnie po wykonaniu swej pracy i skropleniu dostanie się ponownie w głąb ziemi. Ponieważ będzie to woda gorąca, proces nagrzewanie będzie przebiegał jeszcze szybciej
– Zaraz, zaraz. Powiedzmy, że wszystko pan przewidział... Ma pan zatem świadomość, że znajdujemy się w bliskim sąsiedztwie styku płyt tektonicznych. Czy wziął pan pod uwagę możliwość, iż wybuch może naruszyć ich stabilność powodując nieobliczalne w skutkach trzęsienie ziemi?
– Owszem, to jest jedyny słaby punkt mego programu. Ale nie miałem możliwości tajnego przeprowadzenia mego eksperymentu w innym miejscu, a poza tym tutaj stopień geotermiczny jest dość niski, więc odwiert nie musiał być zbyt głęboki, a tym samym prace mogły postępować relatywnie szybko.
– A jak się pan zabezpieczył, gdyby jednak doszło do trzęsienia. Postawił już pan na szczycie tej góry krzyże? Mam nawet pomysł na epitafium:
TU NOBODY SPOCZYWA, KTÓRY NIGDY NIE SPOCZYWAŁ.
– Świetny pomysł – zaśmiał się Nobody. – Dopiszę jeszcze:
SYERDCESHTSHIPYASHTSHAYA WIADOMOŚĆ – NIEPRAWDAŻ?
Ku swojemu zadowoleniu dostrzegłem, że Suliko gwałtownie zmieniła swój stosunek do niego – jej twarz wyrażała uczucie będące mieszaniną gniewu i pogardy.
– Tak, panie redaktorze – kontynuował. Na taką ewentualność jestem przygotowany. Jeśli pozwolicie, zapraszam na przechadzkę po moim naukowym królestwie.
Wyszliśmy razem z gabinetu doktora i przeszliśmy długim korytarzem do drzwi zabezpieczonych elektronicznym zamkiem, które – po przeskanowaniu linii papilarnych z palca naszego przewodnika – stanęły otworem. Po przekroczeniu progu znaleźliśmy się w obszernym pomieszczeniu pełnym komputerów i rozmaitych urządzeń sterowniczych. Przy pulpitach przebywało kilka osób obserwujących monitory i od czasu, do czasu wydających półgłosem polecenia do miniaturowych mikrofonów.
– To jest serce całego mojego systemu – powiedział Nobody. – Tutaj odbywa się projektowanie, oraz sterowanie wszystkimi czynnościami dającymi się wykonać automatycznie. Myślę że jedyne, co może państwa zainteresować, to graficzne przedstawienie istoty mego pomysłu.
Podszedł do jednego z komputerów, przez chwilę wyszukiwał odpowiedniego pliku, po czym na ekranie mogliśmy obejrzeć komputerową animację przebiegu procedury.
– Pytał pan, redaktorze, czy jestem przygotowany na ewentualne konsekwencje pobudzenia płyt tektonicznych. Proszę spojrzeć na następną.
Teraz obejrzeliśmy uproszczony schemat możliwego kataklizmu, potem obraz walących się ścian jaskini i figurki ludzi biegnących w jednym kierunku, a następnie zajmujących miejsca w promie kosmicznym, który po chwili wystartował w przestrzeń.
– Chyba nie chce pan powiedzieć, że posiada pan również statek kosmiczny...
– Ależ posiadam. W Rosji można kupić wszystko – zaśmiał się ironicznie.
– I wszyscy pańscy współpracownicy zdołają się w nim pomieścić?
– Ci, którzy zdążą... Zresztą w momencie próby większość z nich będzie poza Sezamem. Na miejscu przebywać będzie nie więcej, niż trzydzieści osób.
– Sezamem? – zdziwiła się Suliko.
– Tak nazywamy naszą jaskinię – odrzekł Nobody. – Moi współpracownicy ponadawali poszczególnym korytarzom odpowiednie nazwy. Korytarz, przez który wtargnęliście do środka nosi nazwę Ulicy Sezamkowej. Ten, przy którym znajduje się mój gabinet, oraz znana państwu jadalnia to Ulica Ali-Baby. Wasze apartamenty znajdują się przy Ulicy Szeherezady, a centralna sterownia mieści się na Ulicy Tysiąca i Jednej Nocy. Miejsce, do którego państwa zaprowadzę później, to Plac Czterdziestu Rozbójników. Oczywiście wszystkie te miejsca opatrzone są odpowiednimi tabliczkami – zaśmiał się szczerze i nagle wydał mi się znacznie bardziej sympatyczny. Po chwili jednak spoważniał i moja dotychczasowa niechęć powróciła ze zdwojoną siłą. – Teraz zechciejcie państwo powrócić do swoich pokoi. Czekają tam na was odpowiednie stroje, w które się przebierzecie i za jakąś godzinę ktoś po was przyjdzie i wówczas będziemy kontynuować zwiedzanie.
DODANO DZISIAJ
Nagle do pomieszczenia wszedł, a właściwie wtargnął niewysoki człowiek o azjatyckich rysach twarzy i wręczył doktorowi Nobody kartkę mówiąc:
– Przed chwilą znalazłem to na portalu www.poezja.org
– Pozwólcie przedstawić sobie państwo moją prawą rękę, człowieka o niespotykanej pracowitości i nieprawdopodobnej cierpliwości. Oto magister Ciongciu Luciong.
Uścisnęliśmy dłoń magistra, a Nobody przeczytał kartkę i szepcząc : – To już koniec osunął się na posadzkę.
Wyjąłem kartkę z jego dłoni i przebiegłem tekst wzrokiem.
– Kurwa! Kurwa! Kurwa!
– Co się stało? – zaniepokoiła się Suliko.
– Masz, czytaj.
Suliko zaczęła czytać na głos:
– dzie wuszka napisała:
[quote] Niepokoi mnie techniczne rozwiązanie. Jeśli woda wlewana się podgrzeje do 100 stopni C to od razu para wydobywać się będzie do góry (zmieni się tylko zwrot wektora), więc nie wtłoczysz jej do drugiej rury, poza tym nawet jeśli, to droga powrotna zapewne ochłodzi parę tak, ze nie da się jej wykorzystać jako gorącej. Jeśli rura będzie U czyli tzw. rogalem, to wtłaczana woda będzie zachowywać się jak w naczyniach połączonych. Obawiam się więc że jest to chyba niemożliwe.
Spojrzała na nas.
– No i spokój. Dlaczego tak kląłeś?
– Jak to dlaczego? Przecież straciliśmy takiego bombowego newsa!

DODANO DZISIAJ
Doktor Nobody ocknął się i powoli uniósł się z posadzki.
- Co tu sie właściwie dzieje, panie redaktorze? Kto w końcu jest autorem - pan, czy dzie wuszka? Nie ma mowy o żadnym końcu. Wstawimy do otworu zawór i, kiedy cała woda zamieni się w parę zmienimy kierunek przepływu, a po wykorzystaniu pary i spadku ciśnienia w kawernie ponownie spuścimy do niej wodę. Cała instalacja będzie więc działała pulsacyjnie. Proszę więc kntynuować swoje pisanie!
- W porządku doktorze. Jednak przedstawienie musi trwać.
Opublikowano
Tego było za wiele! Rzuciłem pracę naukową i dzięki pieniądzom uzyskanym za patenty, oraz ogromnemu majątkowi odziedziczonemu po ojcu stworzyłem sobie ten erem, którego nie opuściłem od dwudziestu trzech lat. - przed "oraz' zbędny przecinek
Najpierw ni miałem na to czasu, a potem - nie miałem
Otóż pracuje nad największym dziełem mego życia - pracuję
Na całym niemal świecie, tam gdzie na niezbyt wielkich głębokościach znajdują się gorące źródła wydobywa się wody wydobywa się ją na powierzchnię i wykorzystuje do celów grzewczych, a także do wytwarzania energii elektrycznej. - to zdanie zgrzyta - dwa razy jest pwtórzone słowo wydobywa
Niewątpliwie zaciekawiły państwa odgłosy, oraz wyraźnie wyczuwalne wibracje podłoża - przecinek
Im odwiert będzie głębszy, tym jej temperatura będzie wyższa, a jeśli osiągnie punkt wrzenia zamieni się w parę. - tu mozna walnąć przecinek przed zamieni
Tak dokładnie, to deuter i tryt. - może lepiej - Tak, a dokładniej to deuter i tryt.
Dzieje nauki mówią, że wielcy wynalazcy częstokroć byli uważani za szaleńców, i dopiero później uznawano ich za geniuszy - też bym wywalił przecinek przed "i"
Podziemny wybuch wytopi w skale wielką kawernę, po czym dopływająca woda wywołując gwałtowne ochłodzenie spowoduje spękanie skał i zawalisko, w którym, jak w gąbce będzie się przemieszczać woda, nagrzewać się i w postaci pary wychodzić drugim otworem - Podziemny wybuch wytopi w skale wielką kawernę, po czym dopływająca woda, wywołując gwałtowne ochłodzenie, spowoduje spękanie skał i zawalisko, w którym, jak w gąbce będzie się przemieszczać woda, nagrzewać się i w postaci pary wychodzić drugim otworem
Ale nie miałem możliwości tajnego przeprowadzenia mego eksperyment w innym miejscu, - eksperymentu
Pytał, pan, redaktorze, czy jestem przygotowany na ewentualne konsekwencje pobudzenia płyt tektonicznych. - za dużo tu tych znaków interpunkcyjnych
Korytarz przez który wtargnęliście do środka nosi nazwę Ulicy Sezamkowej, ten, przy którym znajduje się mój gabinet, oraz znana państwu jadalnia to Ulica Ali-Baby. - Korytarz, przez który wtargnęliście do środka, nosi nazwę Ulicy Sezamkowej, a ten, przy którym znajduje się mój gabinet oraz znana państwu jadalnia, to Ulica Ali-Baby.
to tyle uwag technicznych.
Widzę, że dobrze przygotowałeś się merytorycznie do zagadnienia. A może jesteś fizykiem? Pierwsza część była lepsza, jednak ta też jest niczego sobie. Tym razem wysunąłeś na pierwszy plan Dra. Zobaczymy czy coś zaiskrzy między parą głównych bohaterów (coś wisi w powietrzu). Klimat trochę komiksowy (co wcale nie jest zarzutem) - takie mam wrażenie. Rozbawił mnie ten wątek z Polaczkiem.
Na razie tyle.
Opublikowano

przyjemnie się czyta, tekst przemyślany. fakt drobne błędy są, lecz nie wpływają na całokształt. pierwsza część też bardzo pozytywna. motyw z polaczkiem niezly. czekam na kolejne części, pozdrawiam:)

Opublikowano

Dzięki, Sanestis za bardzo wnikliwą analizę. Wykorzystałem 96,5 % twoich sugestii.
Ta część z ałożenia jest nudnawa i przesycona szczegółani technicznymi. Fizykiem nie jestem, ale jestem Doktorem Nobody, tym przeklętym polaczkiem, oraz redaktorem. Suliko nie jestem.
Kolejne części będą. Pisze się.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Może i masz rację. Cóz, nie jestem fizykiem, ale wydaje mi się że para będzie się zbierać w górnej części pustki i stśd można ją odprowadzić. Tak, czy inaczej nie zmienia to faktu, iż bomby wodorowej i tak aktualnienie mam na stanie.
P.S. Książki, o której wspominasz nie czytałem, trudno mi więc ustosunkować się do Twojej wypowiedzi. Może jednak przeczytam i wówczas odpowiem.
Opublikowano

Lechu, czy te jaja na końcu to efekt zmęczenia, braku ciągłości czy efekt zamierzony???

Bo mi trochę popraprało odbiór.

News przez w.

Naprawdę obiecujące to było ,a tu granda...

Opublikowano

To nie jest rozprawa naukowa, więc się nie upieram, ale przy założeniu, że odwiert ma głębokość 10 000 metrów, ciśnienie słupa wody będzie miało 1000 atmosfer, a to wystarczy, by wystrzeliwać przez drugi otwór całkiem sporych kamieni.
Ciekaw jestem opinii fizyków z twojej rodziny.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena po tym, co wyczytała @Berenika97  pozostało mi tylko napisać, że nieśmiało dołączam do Jej słów.  Mistrzostwo pióra ! Pozdrawiam.
    • @Migrena to piękny, klimatyczny i zmysłowy wiersz. Czuć w nim emocje i wrażliwość.m Pozdrawiam ciepło.
    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...