Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Epilog

Korzystając ze stanu nieważkości postanowiłem się przespać lewitując w kabinie. Niby komfortowo, bo nic nie uwierało, ale z drugiej strony lada kichnięcie, a nawet głębszy wydech dawał mi taki odrzut, że obijałem się o ściany ciasnawej kabiny. Przypiąłem się więc do fotela i zapadłem w sen. Suliko również wpadła w objęcia Morfeusza. Zbudziły nas, dobiegające z głośników słowa:
– Witajcie podróżnicy. Mówi dowódca Burana 4, major Sheeshkheen. Przygotujcie się do cumowania – załóżcie hełmy i podłączcie się do foteli. Miss Suliko, proszę w programie komputerowym znaleźć opcję cumowania i uruchomić ją. Dziękuję.
Gdy wykonaliśmy polecenia majora nasze kombinezony wypełniły się powietrzem. Po kilku minutach poczuliśmy delikatne stuknięcie.
– Proszę otworzyć śluzę – posłyszeliśmy w słuchawkach głos majora.
– Jak to się otwiera? – zapytałem.
– Można to zrobić ręcznie, ale lepiej za pomocą oprogramowania komputerowego.
Suliko wyszukała odpowiednią opcję i już po chwili do kabiny naszego promu „wpłynęło” dwóch rosyjskich kosmonautów.
– Major Ilya Yefimovitch Sheeshkeen – przedstawił się wyższy z nich (a właściwie – z uwagi na pozycję – dłuższy) zdejmując hełm. – A to kapitan Natalya Aleksandrowna Markowa. Natasha sprowadzi was na ziemię, ja zaś jeszcze polecę na stację kosmiczną.
Nie ukrywając radości, odłączyliśmy się od foteli i serdecznie uściskaliśmy naszych ratowników.
Po krótkiej rozmowie na moim miejscu zasiadła pani kapitan, ja zaś zająłem fotel w drugim rzędzie. Sheeshkheen pożegnał się i po chwili zniknął w śluzie. Szczęk zamków poinformował nas, że statki zostały rozłączone. Po ponownym połączeniu się z układami życiowymi statku poczułem lekkie szarpnięcie i prom zaczął się przekręcać tak, że ziemia znalazła się pod nami i stała się dla nas niewidoczna. Zobaczyłem natomiast ogromny księżyc i wygwieżdżone niebo nad głową. Kolejne manewry pomocniczymi silnikami spowodowały zmianę kierunku naszego lotu, oraz jego prędkość. Poruszaliśmy się również po coraz to niższej orbicie. Po kilku godzinach Natasha zakomunikowała:
– Uwaga! Za dwie minuty wchodzimy w atmosferę.
Po chwili odczuliśmy, że prom ostro wyhamował, a jego widoczny przez okno dziób rozgrzał się niemal do czerwoności. Jeszcze jedno szarpnięcie poinformowało mnie o otwarciu podwozia i wypuszczeniu spadochronu, aż w końcu nastąpiło lądowanie. Podziwiałem jego precyzję, bo niemal nie poczułem zetknięcia z ziemią.
Kiedy opuściliśmy nasz pojazd, przesiedliśmy się do samochodu, który zawiózł nas do jakiegoś budynku. Zaprowadzono nas do sporego pomieszczenia, w którym zaimprowizowano salę konferencyjną. Zaraz po wejściu nagrodziły nas głośne oklaski sporej grupy – nie tylko rosyjskich – dziennikarzy. Jako pierwszy powitał nas przedstawiciel rosyjskiej agencji kosmicznej, potem konsul USA wręczył nam paszporty dyplomatyczne z wbitymi wizami Rosyjskie Federacji. Następnie posypały się pytania przedstawicieli mediów. Po skończonej konferencji prasowej odbyliśmy jeszcze rozmowę z konsulem. Opisał nam sytuację w Stanach i nie tylko. Okazało się, że trzęsienia ziemi wywołały ogromne fale tsunami, które dokonały znacznych spustoszeń na wyspach Pacyfiku (w tym na Hawajach), Nowej Gwinei, Indonezji, oraz w Japonii, która ucierpiała najbardziej – zwłaszcza zaś Tokio, które przyjęło największe uderzenie ponad dwudziestojardowych fal.


Trzy lata po tych wydarzeniach siedziałem w swoim boksie w redakcji Los Angeles Sunset w Denver. Weszła Suliko. Teraz już nie wskoczyłaby w rozmiar trzydzieści sześć – uniemożliwiał jej to zaokrąglony brzuszek, w którym ukrywała się nasza córeczka – Natalya.
– Mam dla ciebie dwie wiadomości. Po pierwsze Natasha zgodziła się być matką chrzestną naszej córeczki. Już załatwia sprawy wizowe; nasz konsul obiecał to załatwić bez żadnego ociągania. A po drugie – czytałeś dzisiejsze doniesienia Reutersa?
– Czytałem. Nie ma nic ciekawego.
– To sprawdź jeszcze raz!
Otworzyłem właściwą stronę na komputerze.
– No i co ty na to?
– Na co?
– Patrz tutaj – wskazała na informację o kandydatach do Pokojowej Nagrody Nobla.
– Widzę. Jakiś Koreańczyk. Profesor 누구도 (Nukudo) z uniwersytetu w Phenianie – za koncepcję pokojowego wykorzystania energii termojądrowej.
– Gówno, nie Koreańczyk. Facet jest po operacji plastycznej. Wiesz, co po koreańsku znaczy to słowo?
Spojrzałem w oczy ukochanej żony i domyśliłem się wszystkiego.
– Jesteś pewna?
– Obejrzyj zdjęcia! Przyjrzyj się temu – wskazała mi jedno, na którym widać było zbliżenie ręki pretendenta. Dłoń nie miała kciuka i części palca wskazującego.
– No i co z tym zrobić?
– Nie wiem, ale może opisałbyś tę historię...
Opublikowano

uwagi techniczne:
Rosyjskie Federacji - rosyjskiej
przecinek przed oraz jest niepotrzebny

Odnośnie cz. VI:
Ostatni fragment mnie zaskoczył -> Nukudo. Romans był pewny, no ale córeczka - dali czadu - szkoda tylko, że nie spróbowali zabawy w stanie nieważkości;)

Całość napisana dobrze. Dość interesująca fabuła. Ja mam tylko takie małe zastrzeżenie - może to tylko moje własne widzimisię - czytając jakoś nie zżyłem się z bohaterami, wydawali się mi bardzo odlegli. Może zabrakło głębszego rysu psychologicznego? Nie wiem.

Musisz zrobić edycję z ilustracjami - coś w klimacie komiksowym byłoby tu stosowne. Masz to już w pdf?

salve!

Opublikowano

No i mamy pętlę. Myślałem, że będzie Tour de France a wyszło Pologne :)

WYWAL OBJĘCIA MORFEUSZA _ fe!

Los Angeles Sunset w Denver - to już nie parodia, to nieporozumienie.

Strrrasznie namieszałeś, nie wiem czy kiedykolwiek znajde czasm by to w całości przeczytać.
No chyba, że wydasz następną książkę...

Opublikowano

[quote]Ja mam tylko takie małe zastrzeżenie - może to tylko moje własne widzimisię - czytając jakoś nie zżyłem się z bohaterami, wydawali się mi bardzo odlegli. Może zabrakło głębszego rysu psychologicznego? Nie wiem.


Muchas gracias hombre bueno.
Widać jeszcze nie dojrzałem do tego, by podjąc się analizy psychologicznej postaci. Pocieszam si, że dziś jest dopiero pierwszy dzień reszty mojego życia, a więc mam jeszcze jakąś szansę, by się tego nauczyć. Poprawki naniosę.


[quote]No i mamy pętlę. Myślałem, że będzie Tour de France a wyszło Pologne :)
Każdy ma takiego TURA, na jakiego sobie zasłużył. A, tak na marginesie – ostatni TUR w Polsce został zabity cgyba w osiemnastym wieku, a w czasach historycznych na francuskiej ziemi nie występował. Czyj TUR jest zatem lepszy?

[quote]WYWAL OBJĘCIA MORFEUSZA _ fe!
Mnie również nie podoba się fakt, że Suliko wpadła w objęcia tego gościa, ale jest ona osobą dorosłą, samodzielną, a nawet wyzwoloną. Wolno jej tedy wpadać w objęcie każdego, który jej odpowiada.

[quote]Los Angeles Sunset w Denver - to już nie parodia, to nieporozumienie.
Jacku, Los Angeles już nie istnieje, pozostała jedynie gazeta, która jest wydawana w Denver (jeśli ci się to nie podoba, mogę prenieśc redakcję do Chicago), oraz Los Angeles Lakers, którzy podczas kataklizmu grali mecz wyjazdowy.

Spasiba za uwagi, panie mecenasie.
Opublikowano

o ściany ciasnawej kabiny.- ciasnej, przyciasnej albo ja nie nadążam za nowoczesnością
uderzenie ponad dwudziestojardowych fal.- wstyd mi, ale nie wiem. wolałbym w metrach...
Już załatwia sprawy wizowe; nasz konsul obiecał to załatwić bez żadnego ociągania
które dokonały znacznych spustoszeń - nie jestem pewien, ale chyba spustoszyły się lepiej nadaje.

bardzo dobrze, naprawdę kawałek niezłej prozy. chociaż nie lubię dobrych zakończeń (Suliko), tutaj mi jakoś nie przeszkadza. czytałem z przyjemnością każdą część, nawet jeśli później nie skomentowałem.

zdrowia

Opublikowano

Dzięki Jay. W całym opowiadaniu używam anglosaskich jednostek miar, dlatego jestm konsekwentny do końca (ponad 20 yardów +- 20 metrów).
Kwestie załatwiania - zważ, że dzieje się to w Rosji, a tam wszystko się załatwia. Może jednak konsul po prostu wyda wizę. Poprawki j naniosę ednak hurtem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena po tym, co wyczytała @Berenika97  pozostało mi tylko napisać, że nieśmiało dołączam do Jej słów.  Mistrzostwo pióra ! Pozdrawiam.
    • @Migrena to piękny, klimatyczny i zmysłowy wiersz. Czuć w nim emocje i wrażliwość.m Pozdrawiam ciepło.
    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...