Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Poza tym, że jestem kim jestem, jestem jeszcze dzieckiem szczęścia. Przynajmniej tak mówią o mnie przyjaciele i ci, którzy mnie (dość) dobrze znają. A cóż ja takiego zrobiłem, że mnie tak zwą? Właściwie niczego takiego, a co dopiero, żeby jeszcze coś wielkiego. Robię tylko to, co chcę, co lubię, ale i co kocham, i to nie ujmując nic moim znacznym i uznanym już umiejętnościom, jakie wynikają z połączyłem hobby z pracą – niejako przyczyny i skutku moich poczynań. Co szczególnie ważne, że jestem zawodowym fotografem i filmowcem, a tym bardziej, że pracuję w renomowanym piśmie przyrodniczo-geograficznym. A jeśli moim hobby, moim konikiem, moją pasją są podróże, tyle geograficzne i tyle przyrodnicze, co często przez dzikie i tajemnicze, a więc mało znane czy wręcz jeszcze dziewicze obszary pustyń i puszcz, no to czego mi więcej może brakować do szczęścia? Zaiste, że stawiając gdzieś tam stopę, jestem przecież niechcącym odkrywcą i chcącym dokumentalistą tego (jakże konkretnego) świata fauny i flory, czyli świata zwierząt i świata roślin. Ale i tak, jaki piękny i jaki niesamowity byłby to świat, to jednak tym, co mnie i zapewne każdemu człowiekowi potrzebne jest jeszcze bardziej do szczęścia, to oczywiście to, żeby każdy, z każdej podróży zawsze mógł wrócić i zawsze miał gdzie wracać. A gdzie indziej i gdzie chętniej się wraca, jak nie do własnego gniazda.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję za słuszne uwagi. Chociaż na zaś będę chciał coś z tym zrobić - właśnie, po prostu stawiać więcej kropek. Nawet jeżeli mój styl, to mój charakter, i taka więc operacja, w gruncie rzeczy na sobie, to również naruszenie mojej konstrukcji psychicznej. Na szczęście nie tworzę dużo (prozą), bo to, co już tutaj (na Forum) umieściłem, to połowa mojej twórczości, no może mniejsza połowa. Pozdrawiam
  • 5 miesięcy temu...
Opublikowano

Na myśl mi przeszło jeszcze, że ma pan w palcach atrtubut dobrego felietonisty, tylko mniej psychologizowania, i jak najwięcej prostoty w obrazowaniu, hehe. Jakkolwiek.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dobry wieczór. Dopiero zaczynam swoją przygodę z pisarstwem. Chciałabym prosić o opinie tego krótkiego opowiadania oraz porady, na czym się skupić, co przećwiczyć . Dziękuję 

       

       

       

      Nocą to miasto, również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości, przed nadchodzącym koszmarem. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffé Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocne marki, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty. Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem kieszenie z nadzieją, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. W zamian znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia. Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak bardzo nienawidziła. Natomiast ja tak bardzo czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł. Moje marzenie o Alice przerwały schody, na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemie, powędrowałem w stronę peronu z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem na peron, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem poszukiwać miejsca aby usiąść. W Nowym Yorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe. Wreszcie, gdy znalazłem miejsce siedzące, otworzyłem swój czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony swoim szybkim znaleziskiem, przystąpiłem do lektury. Była nią The Great Gatsby. Zakochałem się w tej książce, bo przypominała mi moja historię miłosna z Alice. Gdy znowu do mojej głowy nabiegały wszelakie myśli, postanowiłem zaprzestać temu tragizmowi, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przed mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem, oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca mnie postać, punka z różowym irokezem , mnóstwem tatuaży w czaszki i nazwa kapeli Guns and Roses. Kilka stacji później, do metra wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, były jeszcze dziwniejsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, więc wstałem, podszedłem do drzwi, a one automatycznie się otworzyły. Po wyjściu z metra kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moja mękę, która ma za chwile się zacząć. Powolnym spacerem, rozkoszując się urokami miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety która kiedyś kochałem. Gdy w końcu otworzyłem drzwi domu i zatrzasnąłem je za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś w tym domu mogłem usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina na którym lubiła grać światło księżyca. Teraz nastała pustka, smutek a ja w niej od lat tak tkwię.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...