Czy poetą można zostać z trzeźwą głową,
gdy psychika się kurczowo ziemi trzyma,
kiedy marzeń brak i złudzeń kolorowych,
a na obce światy miejsca w głowie nie ma?
Czy poetą bywa się przez chwilę,
gdy zachwyci wygląd nieba o zachodzie,
w którym błękit wymieszany z barwą lila
tak podkreśla kształt gałęzi w mym ogrodzie?
Jak poezję tworzyć i nie popaść w banał,
w prostych słowach opisywać świata piękno,
umieć, kiedy złe pojawią się emocje,
trafnie oddać ich podskórne tętno?
Co tu zrobić, by czasami na ramieniu
Muza siadła, a nie zwykła szarlatanka
i do szklanki dosypała mi natchnienia,
nawet jeśli to z herbatą tylko szklanka?

|
|