Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dziewczyna

Proszę pana, jak przyjemnie!...co
co Pan mówi? Nie usłyszałam... bo
słoneczko tak...tak przyjemnie świeci...

Chłopak

Tak, słońce zazwyczaj świeci...
Nic nowego, Pani, tak już mówili, że
‘słonko świeci’... i gówienko z tego, że
świeci... nie powie mi przecież Pani, że
ekspedientka za ladą promyczek
nadziei sprzedaje...no, chyba że gówienko

Dziewczyna

Jak Pan może, jak Pan śmie, przy
kobiecie o...o...gó... mówić?! Proszę
Pana, jak tak można! Ja nie rozumiem!
Ja nie pojmuję, jak tak można...jak można,
gó... proszę Pana, to nietakt.

Chłopak

Można, właśnie że można, dzisiaj
można proszę Pani....nie powie mi
Pani, że kobieta gówienkiem w kibelek
nie pierdzi?

Dziewczyna

Proszę Pana! Oh...ah...jestem
rozczarowana Pańskim postępowaniem!
Proszę Pana... przy kobiecie tak mówić,
takim językiem brzydkim operować,
proszę Pana! Pan żartuje...aj proszę,
niech Pan przestanie! Bo przyjemności
z piękną kobieta odmówię.



Chłopak

Piękna Pani jesteś... ale możesz być
piękniejsza gdy pawia wykastruję.
Pani się zgodzi, pani chcę być kobietą,
prawda?

Dziewczyna

Proszę Pana, nie rozumiem?!
Jakiego pawia?... pawie Panu w głowie,
kiedy przed Panem piękna Atena...
ba! proszę Pana, Helena trojańska
słoneczkiem napromieniowana!
Słoneczko mnie chwali, Apollo
Panu chwili zazdrości, sam Ares wojnę,
jak na ziemi, jak i w niebie rozpętał!
Pan mojej osoby nie doceniasz!

Chłopak

I wypcham Panią jak pawia, wypcham
trocinami...niech będzie słomą świeżą...co?
Co mówi Pani, że nie ptaszyna? Od kiedy
Proszę Pani, od kiedy nie ptaszek? Od kiedy
nie kokietka? Proszę Pani, Pani teraz
kokietuje, ogonem kręci, boginie
zastępuje. A ja Pani powiem, że Pani...Ryba!

Dziewczyna

Proszę Pana, ja nie wytrzymam, zaraz
zmysły stracę... omdleje...moje nerwy! słabe
nerwy! Proszę Pana proszę! Nerwy postarzają!
Drogi Panie! mniej na uwadze zdrowie moje!
Proszę Pana!?...że co, że słoma, trociny...oj!
zaraz omdleje, zaraz omdleje, umrę...że ryba!
‘że co’, ‘że co’ powiedziałam?! Oj przepraszam
Pana najmocniej, już się poprawiam;
Proszę Pana; „Proszę wypowiedź powtórzyć,
uprzejmie dama prosi...” Proszę!? Proszę,
co Pan mówi, mówi że Ryba...i że KROWA
MLECZNA!!! ale NIEWYDOJONA!!!



Chłopak

Niech się Pani uspokoi.... słowa, czy wie
Pani, że me...

Dziewczyna

Proszę Pana! Tak dżentelmen się nie zachowuje!
Takich słów...aż nie miło wspominać, aż wstyd
powtarzać...takich słów nie używa...nie używa!
lecz zawsze się w ładne, piękne...to znaczy wzniosłe
słowa kobietę ujmuje! Ale ja się Panu nie dziwie!
Pan nie czytał, nie słyszał wielkiego poety słowa,
który pokojową nagrodę Nobla dostał, bo
Pięknie kobiety opiewał.... taka...ah, ...taka
Zosia niesforna była, którą poeta, wieszcz
Proszę Pana, wieszcz Słowacki opisywał...
Ale skąd Pan, Pan, który brzydotę kocha, może
o tym wiedzieć!? Proszę Pana! I tę Zosię, tak pięknie
przyroda kochała! Wróbelki, koliberki, i Pańskie
pa...parwie Zosię chwaliły, w niebo wynosiły!? Ah!
I był jeszcze jeden dżentelmen, z pochodzenia rodu
szlacheckiego, który o rękę Zosi się ubiegał...
Zwał się proszę Pana... chwileczkę proszę Pana,
tyleż cudownych książek czytałam, że naturalnym
jest, że czasami imię zapomnę...ależ, wiem, jakże
mogłam zapomnieć...To prometejski Konrad był.

Chłopak

Pięknie Pani, wychodzi, na moje... A ten
wieszcz, którego Pani tak radośnie opiewa,
z dalekiego kraju pochodził? A może
żyje jeszcze na ‘pagórkach leśnych’,
‘łąkach zielonych// Szeroko nad błękitnym
Niemnem rozciągnionych”. Pośród ‘tych
pól malowanych zbożem rozmaitem”.
Pani, może żyje jeszcze?

Dziewczyna

Daleki to kraj Panie...kraj bogaty, ojczyzną
jest tysięcy myślicieli i filozofów, a rzeki
miodem płyną... Kraj ten Litwą zowią.



Chłopak

A czy poeta żyje? Bo wielki z niego człowiek
skoro literacką nagrodę Nobla otrzymał.

Dziewczyna

Nie wnikałam proszę Pana, trudno powiedzieć,
książkę czytałam...będzie około dziesięć lat temu,
więc zapewne żyje... Czy teraz mnie Pan
rozumie, że tak nie można o kobiecie się wyrażać?

Chłopak

Można Proszę Pani, kiedy taka Naga Prawda?
Nagości żądam!

Dziewczyna

Pan znowuż niegrzecznych słówek nadużywa!
Proszę Pana! Tak nie wypada, o kobiecie mówić,
już Panu mówiłam, w jaki sposób poeta winien
kobietę opiewać. Kobietę trzeba szanować i adorować.
Kobieta Proszę Pana, to opoka mężczyzny...Przecież
proszę Pana, jak mężczyzna bez damy w doborowym
towarzystwie się pokaże? Bez kobiety Proszę Pana,
kobiety wykształconej i kulturalnej mężczyzna...Proszę
Pana, że się tak wyrażę... chwastem zarośnie.

Chłopak

A ja Pani powiem, że Pani Ryba, i koniec.
Pani Ryba, którą krajać można!
Pani mleczna krowa, którą doić można, i za
cyce pociągać!

Dziewczyna

Ojcze, niech mój ojciec...oj, mdleje, Boże! Szatan jakiś
go opętał, i na mnie wskakuje...Boże, ratuj Panie!

Chłopak

A ja Pani powiem, że Ojcu waszemu, jeśli zjawić
się raczy, takie baty sprawię, że na tłustą dupę nie
usiądzie... Słucham, proszę Pani, ah, ojej, przepraszam,
o Dupie pani nie słyszała, zaprawdę miałem się
przyzwoicie wyrażać, pozwoli Pani, że się poprawię;
Za majaki mózgu, za chałturę, cwane chamstwo,
lenistwo i maniery... Za to, że wszystko Formą podszyte,
taki ojcu waszemu wpierdol spuszczę...oj, pardon,
niech Pani wybaczy, zapomniałem... Panią po prostu
utemperować trzeba!

Dziewczyna

Co Pan robi! Na litość boską, niech mnie Pan zostawi!
Niech Pan weźmie te brudne łapy!

Chłopak

Albo Panią utemperuję, albo niech zginę...

Dziewczyna

Oj jak, boli...oj...nie...oj, cóż tak łaskocze, Panie! oj, jak
przyjemnie, i słoneczko świeci!

Chłopak

Grzecznaś Pani... Pani, tylko role się pomieszały... Ja jestem
Temperówka, Pani Ołówek....

Dziewczyna

Oj! Jak dobrze! Jak przyjemnie! Temperuj Panie!



Sierpień 2006

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • - Jam bandyta, z drogi zmykać,  Bo wypalę w łeb z kopyta!  Każda panna za mną wzdycha,  Frajer ujrzy, zaraz znika!    Bije w ciemię każdą pałę,  I kapusi srogo karzę!  Na policję pluję, gardzę!  Trzymam na dzielnicy władze!    - Szacuneczek, chylę czoła...  (baba trzyma papier, woła)  - Synku, znaleźli smartfona,  Potwierdź panom ich imiona!
    • @Berenika97 ... nie trzeba  wielu słów  wystarczy patrzeć  i widzieć  babcia wczoraj  wnuczka jutro    a dziś  dziś poczuć  ciepło dłoni     życie trwa ... póki krąży krew  i jest piękne  niezależnie od ... cud wielki dar ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Fajka   Urodziłem się w Jeziornie-Papierni. Kiedy patrzę na fotografię z dzieciństwa, widzę małego chłopca z dużą głową, w kubraczku z kołnierzem. Zawsze byłem ostrożny i zdystansowany – to właśnie ten dystans pozwolił mi później przetrwać niejeden kryzys. Nasz dom nie był w tamtych czasach patologiczny, choć normą było, że dziecko dostawało po twarzy za odzywanie się przy stole. Matka i ojciec byli religijni. Nikt, kto zna mnie dzisiaj, by na to nie wpadł.   Moje życie od początku podszyte było smutkiem. Ojciec zmagał się z traumą po samobójstwie własnej matki, więc w domu nie zawsze było wesoło. W szkole nie uczyłem się najlepiej, ale też nie najgorzej. Dbałem o fason. Co roku jeździłem z rodzicami i siostrą Katarzyną na letnisko w góry, gdzie bawiliśmy się z góralskimi dziećmi. Jeszcze w okresie szkolnym przenieśliśmy się do mazowieckiego miasteczka, położonego dalej od Warszawy. Tam wstąpiłem do harcerstwa. Przyjaciół za dużo nie miałem, raczej kolegów, ale nigdy nie przyznałem się do tego rodzinie.   To właśnie przez harcerstwo, w szkole średniej i tuż przed maturą, runął mój dotychczasowy świat. Zgarnęli nas. Kiedy gestapo wkroczyło do domu, umierałem ze strachu, że w szufladzie biurka znajdą moją karykaturę Hitlera i rozstrzelają nas na miejscu. Tak się jednak nie stało – trafiliśmy do Oświęcimia. Do obozu wszedłem w jego początkach, jako niespełna osiemnastoletni, chudy, niewydarzony i niski chłopak. Byłem cichy i nieśmiały, ale nigdy nie pokazywałem tego po sobie. Trzymałem fason. Unosiłem wysoko ramiona i odsuwałem je od tułowia, żeby wydawać się szerszym i lepiej zbudowanym.   W tym całym piekle okazało się, że wywieziono tam również moją wielką miłość – Irenkę, daleką kuzynkę. Przed wojną poszliśmy razem na lodowisko i zaczął przystawiać się do niej niemiecki żołnierz. Ja, niby taki spokojny, podciąłem mu nogę i zwiałem na łyżwach. To był mój pierwszy bohaterski czyn podyktowany miłością. Po wojnie los nas jednak rozdzielił – Irenka wyszła za saksofonistę.   W obozie, by przeżyć, trzeba było czasem skorzystać z ludzkiej pomocy. Zaprzyjaźniłem się z Niemcem, Martinem, o którym po latach napisałem opowiadanie do szuflady pod tytułem „Fajka”. Pomagał mi, gdy kapo odwracał wzrok – razem wyławialiśmy zimą z rzeki kamienie i transportowaliśmy je. Bez niego nie dałbym rady. Czasem o życiu decydowały sekundy i szybkie decyzje. Gdy pewnego dnia podzielono nas na dwie grupy – silniejszych oraz słabeuszy – wykorzystałem nieuwagę strażnika i przebiegłem do tej pierwszej. Wtedy znowu zacząłem prężyć ramiona. I robiłem tak już do samego końca wojny.   Po latach ludzie często pytali mnie, jakie było tam jedzenie. Przede wszystkim – było go dramatycznie mało. A że człowiek ciągle chodził głodny, smakowało absolutnie wszystko: gliniasty chleb razowy, marmolada z dodatkiem buraków i wodnista zupa z brukwi. W tym głodzie i chłodzie, stopniowo, z chłopca zacząłem przeistaczać się w mężczyznę.   Z tamtego okresu noszę w sobie sytuację potworną, wręcz niewiarygodną. Do nas, pracujących, przyjechał esesman na motorze. Nie podobało mu się, jak pracujemy, więc zaczął nas po kolei, na oczach wszystkich, topić w rzece. Kiwał palcem, trzeba było podejść, a on przewracał więźnia szpadlem i przytrzymywał pod wodą. Słychać było tylko bulgotanie, a po jakimś czasie wszystko cichło.   Kiedy przyszła moja kolej i znalazłem się w wodzie, zaczął zamierzać się na mnie. Za każdym razem, gdy próbował uderzyć, odruchowo odskakiwałem. Instynkt. Nie umiałem tak po prostu poddać się ciosowi. Gdy esesman zaczął się wściekać i przeklinać, nagle ktoś go odwołał. Podszedł jeszcze raz, popatrzył na mnie z obrzydzeniem, wyjął białą chusteczkę, przetarł buty, splunął na ziemię i odszedł.   Innym razem, kiedy byłem chory, trafiłem na Josefa M. Pewnego dnia poddał mnie jakiejś procedurze medycznej, robiąc zastrzyk i dając do zrozumienia, że to już koniec. Ostatecznie nic mi po tym nie było, więc po latach domyślam się, że mogłem dostać wtedy zwykłe placebo. Długo jednak nie mogłem się po tym otrząsnąć, żyjąc w przekonaniu, że coś mi zrobił. Ten lęk nosiłem w sobie jeszcze długo po wojnie – bałem się, że w jakiś sposób zostałem skażony, że czymś zarażę moją żonę i zaszkodzę dzieciom.   Co najbardziej uderzające, sposób bycia „doktora” zupełnie nie pasował do zbrodni, których się dopuszczał. Był uprzejmy, uśmiechnięty i potrafił przybrać maskę zatroskanego człowieka.   Tak. Moje życie po wojnie było wyłącznie dziełem przypadku.  
    • @Migrena Ale wszystko przed Tobą, któż to może wiedzieć, co Ci przyjdzie jeszcze do głowy i kiedy :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...