Polski Portal Literacki
Poeta pragnie szaty niebios
Weronika_Sikora - Rozdział XIII
Forum / Warsztat dla prozy (limit 6h)

Rozdział XIII


Opowiadanie nie bez powodu nosi tytuł wskazujący na kontynuację utworu. Powstało w celach konkursowych, jako kontynuacja powieści wybitnego Italo Calvino "Jeśli zimową nocą podróżny". Chcąc uniknąć niedomówień zapewniam, iż regulamin konkursu ("Jeśli zimową nocą podróżny...- dopisz rozdział dla Calvina", organizator - UP w Krakowie) nie zabrania udostępniania prac po ogłoszeniu wyników. Zapraszam do lektury!

O n wrócił... Wyczuwasz jego obecność... Doskonale pamiętasz, jak twoje ciało, twój umysł reagują, gdy jest w pobliżu. Nie możesz
skupić się na codziennie wykonywanych czynnościach. Stabilizacja, którą udało ci się osiągnąć ostatnimi laty, została nagle zachwiana. Widząc na ulicy mężczyznę, choćby w małym stopniu podobnego z wyglądu do niego, tracisz panowanie nad sobą. Z dnia na dzień coraz ciężej przychodzi ci kontrolowanie swoich instynktów. Na sam dźwięk otwieranych drzwi odwracasz głowę, obawiając się, iż za chwilę ujrzysz go w progu. Nocą budzisz się nagle, ogarnięta niewyobrażalnym lękiem. Kiedy ponownie udaje ci się zasnąć, śnisz o spędzonych z nim chwilach. Nie potrafisz już nawet określić emocji, które tobą targają. Czujesz się rozdarta między pożądaniem a strachem. Myśli, których - dotychczas - umiejętnie unikałaś, powracają. Boisz się, że nie będziesz umiała po raz kolejny uwolnić się od nich. Nie zapomniałaś jeszcze, z jakimi udrękami zmagałaś się po waszej rozłące. Nadal nie możesz pogodzić się z faktem, iż przyczyną waszych nieporozumień były jego niespełnione ambicje i żądza władzy. Problemy, z pozoru tak błahe, zaważyły na waszej wspólnej przyszłości. Myślałaś wtedy, że nic nie jest w stanie uratować uczucia, które kiedyś między wami było. Dzisiaj, ogarnięta sprzecznymi emocjami, nie wiesz, czego tak naprawdę pragniesz. Nie potrafisz ani na moment uciec od rozmyślania o wszystkich możliwych sytuacjach, które mogły zaistnieć, gdybyś w pewnym momencie postanowiła ocalić wasz związek. Wystarczyło przecież zaakceptować jego wady, zgodzić się na choćby jeden mały kompromis! Im dłużej rozmyślasz, tym bardziej utwierdzasz się w przekonaniu, iż to ty jesteś winna waszemu rozstaniu. Myślisz o tym wręcz obsesyjnie! Nie jesteś w stanie normalnie funkcjonować. Izolujesz się od świata rzeczywistego, skupiając się wyłącznie na wspomnieniach. Późnym wieczorem, kiedy wszyscy domownicy pogrążeni są w głębokim śnie, zasiadasz wygodnie na kanapie i kolejny raz pozwalasz swoim myślom na powrót do przeszłości. Otwierasz swój umysł niczym książkę, do której regularnie wracasz, i przypominasz sobie wszystko co razem przeżyliście, od początku. Jednakże, czy były to jedynie nieprzyjemne chwile?

Dopóki go nie poznałaś, nie wierzyłaś w istnienie pokrewieństwa dusz. Uważałaś to zjawisko za wymysł twórców kiepskich produkcji
filmowych. Mimo swojej niezmierzonej wyobraźni nie potrafiłaś pojąć, dlaczego niektórzy - bez krzty zwątpienia - dopuszczają do siebie brednie o istnieniu więzi, która miała na wieki łączyć ze sobą dwoje ludzi. Bezskutecznie próbowałaś zrozumieć sposób, w jaki reaguje umysł zakochanego człowieka. Nigdy nie miałaś okazji doświadczyć uczuć, które byłyby w stanie zawładnąć tobą do tego stopnia, że otaczający cię świat przestałby mieć jakiekolwiek znaczenie. Uważałaś ten defekt za swoją osobistą tragedię. Zadawałaś sobie pytanie - dlaczego ktoś tak wrażliwy jak ja nie potrafi pokochać drugiego człowieka? Wiedziałaś, że inni nie zauważają twojego upośledzenia. Przecież zawsze byłaś miłą i pełną życia dziewczyną. Dlaczego miałabyś mieć kłopot w znalezieniu partnera życiowego? Mężczyźni ciągle zabiegali o twoje względy. Nigdy nie narzekałaś na brak zainteresowania z ich strony. Po jakimś czasie zyskałaś opinię nieczułej i obojętnej. Czułaś, że twoje przyjaciółki powoli odwracają się od ciebie. Nie mogły znieść, iż z łatwością potrafiłaś się wyzbyć wszelkich ludzkich uczuć. Czuły się oszukiwane przez ciebie. W ich mniemaniu to twoja rzekoma dwulicowość była winna osłabienia waszych stosunków. Kwestią czasu było zerwanie przez nie wszelkich kontaktów z tobą. Zostałaś sama. Wtedy właśnie pojawił się on. Już od początku znajomości miałaś wrażenie, że wasze dusze połączone były ze sobą przezroczystą nicią, która miała za zadanie - pewnego dnia - doprowadzić je do zjednoczenia. Byliście niczym dwie połówki jabłka, które razem tworzą całość. Wzajemnie się uzupełnialiście. Wtedy nie byłaś jeszcze świadoma, jak bardzo toksyczna może stać się ta relacja. Łudziłaś się, że z wami jest inaczej, że jesteście sobie p r z e z n a c z e n i. Moment, w którym wasze spojrzenia spotkały się po raz pierwszy, zaważył na całym twoim dalszym życiu. Błyskawicznie zmienił się twój sposób postrzegania świata. Zaczęłaś rozumieć, czym jest uczucie łączące dwoje ludzi. Twoje istnienie nabrało sensu. Wreszcie odnalazłaś kogoś, kto, mimo iż dogłębnie przejrzał twe wnętrze, nie zraził się chłodem otaczającym twoje serce. Wręcz przeciwnie! Twierdził, że tak naprawdę to strach powstrzymywał cię przed działaniem. Strach i przesadne oczekiwania wobec świata. Według niego sposób, w jaki idealizowałaś otoczenie, był skutkiem nadmiernej wiary we wszystko, co kiedykolwiek zostało uwiecznione na kartach książek. Dla niego literatura była farsą. Formą wpojenia ludziom mało znaczących prawd życiowych. Nie umiał pojąć, dlaczego pisarze byli postrzegani jako osoby, które poprzez swą twórczość, nadawały innym sens istnienia. W głębi duszy zazdrościł im, bowiem jego słowa nigdy nie poruszyły nikogo. Będąc jeszcze młodym mężczyzną chciał, by stworzone przez niego dzieła zawładnęły światem. Pragnął podbić serca czytelników, stać się ich przewodnikiem, latarnią morską podczas sztormu. Bardzo szybko przekonał się, że nie potrafi spełnić oczekiwań potencjalnych wydawców. Winą za swoją porażkę obarczał społeczeństwo. Uważał, iż otacza go zgraja ignorantów, zupełnie nieznających się na prawdziwej sztuce. On sam nie dostrzegał swoich wad. W jego mniemaniu był twórcą doskonałym, jednym z niewielu, którzy ukazywali autentyczny obraz współczesności. Jedynym sposobem na udowodnienie swych racji było zdobycie władzy, pozwalającej mu zmienić ówczesną tradycją literacką. Obmyślił plan, za pomocą którego mógł ukarać świat za zrujnowanie jego marzeń. Jako człowiek przebiegły i charyzmatyczny sztukę manipulacji miał opanowaną do perfekcji. Był wybitnym kłamcą i mistyfikatorem, co miało mu pomóc w zemszczeniu się na swych prześmiewcach. W celu zrealizowania swoich zamierzeń musiał wziąć czynny udział w procesie twórczym. Wiedział, że stworzenie własnej powieści było wykluczone - już raz spotkał się z nieprzychylnymi opiniami. Miesiącami zastanawiał się nad zadowalającym go rozwiązaniem. Nie umiał skupić się na życiu codziennym. Nawet podróżowanie - jego największa pasja, zawsze pomagająca mu odzyskać spokój ducha - w tym przypadku nie przynosiło rezultatów. Podczas jednej z wypraw, przechadzając się po zatłoczonych ulicach, przystanął przed witryną sklepową. Za szybą znajdowały się równo ułożone tomiki, spokojnie czekające na nabywców. Patrząc na lśniące okładki, których nadruki zdawały się jeszcze schnąć w blasku zachodzącego słońca, doznał nagłego olśnienia. Uświadomił sobie, że umiejętności lingwistyczne, które rozwijał latami, przydadzą mu się nie tylko do kontaktów z obcokrajowcami. Tego samego dnia opuścił zajmowany lokal i pierwszym samolotem powrócił w rodzinne strony. Nazajutrz z rana udał się do pobliskiej firmy wydawniczej i zaoferował swe usługi translatorskie. Szczęśliwie został zatrudniony w trybie natychmiastowym i niezwłocznie miał zacząć pracę nad debiutanckim przekładem. Po otrzymaniu oryginału, zabrał się za pierwszą lekturę od czasu pamiętnego upokorzenia. Brnąc przez stronice opasłego tomu, doszedł do wniosku, że czytanie nie przynosi mu już radości, bohaterowie irytują swoimi stereotypowymi zachowaniami, a klimat panujący w utworze nudzi. Przetłumaczenie pierwszego rozdziału zajęło mu więcej czasu, niż się spodziewał. Powoli narażał się na nieprzychylność pracodawców. Nie chciał od razu wprowadzać swego planu w życie, gdyż bał się przedwczesnego zdemaskowania. Wiedział jednak, iż nie był w stanie dłużej obcować z owym miernym przykładem literatury. Na początek postanowił wprowadzić parę poprawek, które miały dodać fabule dynamiki. Był przekonany, że niewielkie zmiany nie zostaną zauważone. Nie mylił się! Po dwóch miesiącach od ukończenia tłumaczenia, powieść ukazała się w sprzedaży. Czytelnicy zachwycali się sposobem prowadzenia akcji, nietuzinkowymi postaciami oraz nieoczekiwanym zakończeniem. Nie wiedzieli, iż dzieło, na które się natknęli, w rzeczywistości miało niewiele wspólnego z oryginałem. Zadowoleni zwierzchnicy - z dnia na dzień - przydzielali mu kolejne zlecenia. Z każdym następnym przekładem pozwalał sobie na większą ingerencję w treść pierwowzoru. Przestał ograniczać się do korygowania błędów autorów. Zaczął wprowadzać nowe wątki, całkowicie zmieniając opisywane wydarzenia. Sława, jaką cieszyły się "przetłumaczone" przez niego powieści, napawała go dumą. Nabrawszy pewności siebie, zdecydował się po raz kolejny stworzyć własną historię. Ku jego zdziwieniu, książka spotkała się z odrzuceniem wydawców. Sytuacja, w jakiej się znalazł, wydawała mu się absurdalna! Utwierdził się w przekonaniu, że otaczała go banda ignorantów. Jego niechęć do świata sięgnęła wówczas zenitu. Próby oswojenia społeczeństwa z nietuzinkową sztuką zakończyły się niepowodzeniem. Zrozumiał, że nie istnieje granica pomiędzy prawdą a kłamstwem. Fałszerstwa, których dopuścił się w przeszłości, były o wiele bardziej efektywne, niż nieudolne dążenia do przekonania ludzi o swoim geniuszu. Postanowił założyć organizację, której celem miało być unicestwienie wszystkich zasobów literackich. Okazało się, iż niedocenionych artystów istnieje więcej niż przypuszczał. Bardzo szybko zebrał grupę osób gotowych podjąć się fałszerstwa i mistyfikacji. Pracowali w podziemiu, głęboko zakonspirowani. Początkowo fabrykowali istniejące dzieła, niszczyli lokalne zbiory. Z czasem zaczęli działać na skalę światową. Wykradali rękopisy, siali spustoszenie w bibliotekach. Ich stowarzyszenie stało się jednym z najgroźniejszych, jakie kiedykolwiek istniały. Zaburzyli panujący wówczas ład i porządek. Zapoczątkowali wszechobecny chaos.

Kiedy zdałaś sobie sprawę z parszywej natury twego wybranka, było już za późno! Hermes Marana na dobre zawładnął twoim życiem!
Szczęście i spokój - do których osiągnięcia, paradoksalnie, się przyczynił - ulotniły się na dobre, pozostawiając po sobie pustkę, której nie potrafiłaś wypełnić. Wspólnie spędzane chwile nie przynosiły już ukojenia, wręcz przeciwnie! Z dnia na dzień uwydatniały się wasze różnice. Niezgodność charakterów doprowadzała do wielu sprzeczek, z których to on zwykł wychodzić zwycięsko. Mimo iż nie zgadzałaś się z głoszonymi przez niego poglądami, musiałaś przyznać, że przekazywał je w sposób błyskotliwy i przekonujący. Nie dorównując mu w sztuce argumentacji, szybko dałaś się przekonać do jego sposobu postrzegania rzeczywistości. Straciłaś umiejętność odróżniania prawdy od kłamstwa. Otaczający cię świat zaczął sprawiać wrażenie zepsutego i pozbawionego jakichkolwiek reguł. W jego obecności nawet myślenie wydawało ci się czynnością na wskroś przesiąkniętą fałszem. Nie radziłaś sobie dłużej z określeniem swoich uczuć. Mimo spustoszenia, jakiego dokonał w twoim życiu, musisz przyznać, iż nigdy nie był brutalny, nie używał wobec ciebie przemocy. Traktował cię w sposób pobłażliwy, co spowodowało spadek twojej samooceny i utratę pewności siebie. Kontrolował każdy aspekt waszego wspólnego życia. Bez jego aprobaty nie mogłaś nawet odwiedzić rodzonej siostry! Nie umiałaś się obronić przed wpływem, jaki wywierał na tobie. Byłaś bezsilna wobec sposobu, w jaki toksyczność waszej relacji oddziaływała na ciebie. Przestałaś nawet czytać! Sam widok książki napawał cię przerażeniem i wstrętem. Bałaś się, że już nigdy nie będzie ci dane odczuć podekscytowania, jakie wywoływała w tobie sama czynność czytania. Do dziś nie zapomniałaś okoliczności, które spowodowały, iż postanowiłaś na długi czas rozstać się ze swą największą pasją...

Był ciepły, wrześniowy wieczór. Siedziałaś przy oknie, z rozmarzeniem spoglądając na zachodzące słońce. Czekałaś na powrót
twojego ukochanego. Mimo, iż znaliście się od niedawna, wiedziałaś, że to właśnie z nim chcesz spędzić resztę życia. Wróżyłaś wam świetlaną przyszłość. Nie wiedziałaś, czym zasłużyłaś sobie na wspaniałą nagrodę, jaką było wasze pierwsze spotkanie. Przeznaczenie - a może zwykły przypadek - sprawiło, iż tamtego pamiętnego dnia natknęłaś się na niego w księgarni. Podczas wędrówki między regałami, twoją uwagę zwrócił mężczyzna od dłuższego czasu przyglądający się trzymanej w ręku książce. Poznałaś po okładce, iż była to jedna z twoich ulubionych pozycji, której lekturę często powtarzałaś. Z uśmiechem na ustach podeszłaś do tajemniczego osobnika i już miałaś zabrać głos, kiedy przemówił:

- Czy panią również intryguje nieudolny sposób, w jaki autor próbuje przekonać czytelnika o niezaprzeczalnej wyższości prawdy nad
fałszem? Czy pani również postrzega świat jedynie w dwóch barwach, nie dostrzegając przejściowych szarości?

Zbita z tropu, przez chwilę zastanawiałaś się nad odpowiedzią. Czytając ową powieść, nigdy nie zwróciłaś uwagi na kwestie, które
były powodem dylematów nowo poznanego człowieka.

- Muszę przyznać, iż zaskoczył mnie pan. Wcześniej nie interpretowałam słów twórcy w ten sposób. Zawsze odbierałam je jako apel
, mający na celu nakłonienie ludzi do przeżywania każdej z chwil tak, jakby miała być ostatnią.

- Swoją wypowiedzią udowadnia pani, że nie potrafi czytać między wierszami. Ukryty przekaz próbuje zanegować istnienie
półprawd, noszących jednocześnie znamiona prawdy i kłamstwa. Dla pisarza nie istnieją zjawiska pośrednie. Jego zdaniem wartość człowieka ustalana jest poprzez wyliczenie wszystkich sytuacji w których - bez względu na przyczynę - opowiedział się po nieodpowiedniej stronie.

Dyskusja, która wywiązała się między wami, doprowadziła do serii spotkań. Wspólnie zastanawialiście się wówczas nad
dwuznacznością motywów występujących w literaturze. Mimo różnych poglądów, zapałaliście do siebie sympatią, która z biegiem czasu przerodziła się w głębsze uczucie. Rozmyślając o minionych chwilach, wpatrywałaś się w swój bogaty księgozbiór. Każda pozycja przywodziła ci na myśl serię spostrzeżeń, jakich udzielał ci Hermes podczas długich, wieczornych rozmów. Czasem podzielałaś jego zdanie, jednakże z przekory przytaczałaś masę argumentów, mających świadczyć o twojej odmiennej opinii. Wiedziałaś, że on również czerpie przyjemność z waszych drobnych sprzeczek. Efektem jednej z nich była wspólną podróż do Szwajcarii, podczas której poznaliście jednego z najznamienitszych autorów, jacy kiedykolwiek istnieli. Spotkanie z Silasem Flannerym pozwoliło wam określić wpływ, jaki może wywierać postać twórcy na jego dzieła. Ku twemu niezadowoleniu Hermes już po paru dniach zarządził natychmiastowe zakończenie wyprawy. Byłaś zdziwiona jego nagłą decyzją, lecz nie kwestionowałaś jej sądząc, iż spowodowana była nagłym wezwaniem ze studia wydawniczego, w którym pracował. Po powrocie próbowałaś porównać wasze opinie na temat autora, lecz dowiedziałaś się jedynie, iż - zdaniem Hermesa - Silas Flannery nie był postacią, na temat której rozmowa miałaby głębszy sens.

Z rozważań wyrwał cię szczęk zamka w drzwiach frontowych. Rozradowana wybiegłaś naprzeciw przybyłej osobie. Ze zdziwieniem
zauważyłaś, że przybyszem nie był Marana, lecz Irnerio, twój długoletni przyjaciel. Mimo początkowego rozczarowania, przywitałaś go serdecznie i zaprosiłaś na filiżankę herbaty. Jeszcze nie przypuszczałaś, iż wizyta owego młodzieńca będzie tak drastyczna w skutkach. Irnerio grzecznie odmówił poczęstunku, tłumacząc się brakiem czasu i od razu przeszedł do sedna sprawy. Opowiedział ci o pewnej organizacji zajmującej się niszczeniem i fałszowaniem zbiorów literackich na całym świecie. Grupie tej przewodził pewien niespełniony, sfrustrowany artysta, manifestując w ten sposób swoją niechęć do wszelkich form sztuki, jakie tylko istniały. Szczegółowo opisał ci plan działania mężczyzny, do którego od razu zapałałaś nienawiścią. Za kogo miał się ten człowiek! Jak mógł próbować zniszczyć coś, co nadawało sens tylu istnieniom, co nadawało sens T W O J E M U istnieniu! Pobudki, które miały nim kierować, wydawały ci się absurdalne. Nigdy wcześniej nie ogarnęła cię większa złość. Nie wiedziałaś, iż jesteś w stanie tak intensywnie odczuwać uczucia negatywne. Siłę owych emocji mogłaś porównać jedynie do miłości, jaką darzyłaś Hermesa. Kiedy Interio usłyszał ten wywód, zbladł natychmiastowo. Zaczęło cię niepokoić jego wymowne milczenie, które przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Szybko podniosłaś słuchawkę, w której usłyszałaś głos swego ukochanego. Informował cię, iż musi spędzić noc w siedzibie wydawnictwa, ponieważ nazajutrz miał oddać gotowy przekład. Jak tylko zakończyłaś rozmowę, Interio wstał i zaczął chodzić po pokoju. Widząc jego zmartwienie, postanowiłaś usiąść spokojnie na kanapie i poczekać, aż sam przemówi. Kiedy miałaś zaproponować mu spacer dla oczyszczenia myśli, usiadł w fotelu naprzeciw, spojrzał na ciebie i przemówił:

- Ludmiło... Zawsze byłaś dla mnie jak siostra. Wiesz, że zależy mi na twoim szczęściu bardziej, niż na własnym. Nigdy nie
zrobiłbym nic, co mogłoby cię zranić. Wybacz mi, lecz w tym wypadku jestem zmuszony złamać daną sobie przysięgę. Osobą, która jest odpowiedzialna za bestialską działalność owej organizacji jest nie kto inny, jak Hermes Marana. To on był sprawcą pierwszych fałszerstw i mistyfikacji. Dla swych popleczników jest, swego rodzaju, wzorem do naśladowania.

Jego słowa podziałały na ciebie niczym zimny prysznic. Nie potrafiłaś wykrzesać z siebie jakiejkolwiek odpowiedzi. Miałaś wrażenie,
jakby ktoś zepchnął cię w otchłań bezkresnej przepaści. Przez długie minuty tkwiłaś w milczeniu, w myślach wciąż odtwarzając słowa Interia. Po chwili zerwałaś się i z krzykiem kazałaś mu się wynosić z twojego domu. Młodzieniec wstał i nic nie mówił. Widząc twój wybuch furii, skierował się w stronę wyjścia. Stojąc w drzwiach, odwrócił się i powiedział:

- Rozumiem twoją reakcję. Przemyśl wszystko, czego właśnie się dowiedziałaś. Pamiętaj, iż zawsze możesz liczyć na moje
wsparcie. Żegnaj, Ludmiło.

Jak tylko opuścił próg, upadłaś na podłogę i zaczęłaś rozpaczliwie łkać. Nie umiałaś sobie wyobrazić Hermesa, twojego ukochanego,
człowieka o ponadprzeciętnej wrażliwości, w roli bezwzględnego przestępcy! Byłaś przekonana, iż za wszystko odpowiedzialna jest Lotaria - twoja siostra - która od początku nie przepadała za Maraną. W końcu, to na jego prośbę zerwałaś z nią wszelki kontakt. Czułaś się zdradzona przez najbliższe ci osoby. Nie wyciągając pochopnych wniosków, postanowiłaś wprost zapytać ukochanego, ile prawdy miała w sobie opowieść Interia. Wiedziałaś, że możesz sprawić mu ból swoim brakiem zaufania, lecz nie umiałaś sobie wyobrazić waszego dalszego życia, pełnego podejrzeń i niedomówień. Przeczuwałaś, że ta rozmowa może doprowadzić do rozpadu waszego związku. Obiecałaś sobie jednak, iż bez względu na wszystko, nie ugniesz się i przedstawisz mu nękające cię wątpliwości. Owej nocy, nawet na moment nie zmrużyłaś oka.

Po paru miesiącach wreszcie poradziłaś sobie z konsekwencjami swoich wyborów życiowych. Z pomocą Interia i nowo poznanego
profesora Uzzi-Tuzziego, powoli wracałaś do świata żywych. Wreszcie byłaś gotowa stawić czoła codzienności. Starałaś się nie myśleć o chwilach, jakie przeżyłaś owego pamiętnego poranka, kiedy Marana, po nieprzespanej nocy, przekroczył próg waszego domu. Chciałabyś wymazać z pamięci pełne nienawiści słowa, które wówczas usłyszałaś. Żałowałaś, że przejrzałaś na oczy dopiero, gdy było już za późno. Parę tygodni wcześniej prawda o jego osobie nie zraniłaby cię tak poważnie. Pamiętasz jak przez mgłę moment, w którym potwierdziły się twoje najgorsze obawy. Ludzie mawiali, że czas leczy rany. Kłamali. Twoich ran nie był w stanie wyleczyć nawet paromiesięczny pobyt w domu rodzinnym, z dala od kłopotów i trosk życia codziennego. Nauczyłaś się tolerować swój ból, przekonując wszystkich dookoła, iż najgorsze momenty masz już za sobą. Znowu stałaś się tą miłą, pełną życia dziewczyną, kryjącą w otchłaniach swej duszy głęboko zakorzeniony chłód. Postanowiłaś, że już nigdy w życiu nie zaufasz żadnemu mężczyźnie. Przez cały okres swojej terapii nie przeczytałaś ani jednej książki. Bałaś się, iż na jednej ze stron tytułowych spotkasz się z jego nazwiskiem. Pewnego dnia otrzymałaś niespodziewaną przesyłkę. W paczce nie znalazłaś nic, oprócz nowej powieści Italo Calvino. Przez dłuższą chwilę wpatrywałaś się w trzymany w ręku przedmiot. Zdecydowałaś się pokonać uprzedzenia. Zasiadłaś w fotelu i rozpoczęłaś lekturę. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału zauważyłaś, iż książka jest niekompletna. Nazajutrz, z samego rana, udałaś się do księgarni, aby zakupić właściwy egzemplarz.

Spoglądasz na zegar stojący przy ścianie. Właśnie wybiła trzecia nad ranem. Zdałaś sobie sprawę, iż za dwie godziny zadzwoni
budzik stojący w sypialni, którą dzielisz ze swoim mężem. Nie wydając najmniejszego szmeru, idziesz w stronę garderoby. Po drodze wyciągasz z komórki walizkę, do której pakujesz najpotrzebniejsze przedmioty. Do torebki chowasz paszport i wszystkie oszczędności, jakie przez lata udało ci się zgromadzić. Wiedziałaś, że do odlotu masz jeszcze szmat czasu, lecz wolisz opuścić dom przed świtem. Stojąc na korytarzu, ukradkiem zaglądasz do pokoju dziecięcego. Nie chcesz obudzić dzieci, więc nie wchodzisz do środka. Kiedy wiesz już, że jesteś gotowa do opuszczenia domu, możesz wreszcie zabrać się za zrealizowanie najtrudniejszego zadania. Przekraczasz próg kuchni, siadasz przy stole i zaczynasz pisać list pożegnalny. Wiesz, że już nigdy nie zobaczysz najbliższych. W liście zapewniasz ich o swojej bezgranicznej miłości i prosisz o przebaczenie. Mając za sobą pełen bagaż doświadczeń życiowych, w sytuacjach kryzysowych zachowujesz spokój i opanowanie. Słyszysz zatrzymującą się na podjeździe taksówkę. Z trudem opuszczasz próg domu wiedząc, że każda chwila zwłoki może doprowadzić do pokrzyżowania twoich planów. Kiedy kierowca chowa twoją walizkę do bagażnika, ty wyciągasz z torebki mały tomik poezji. Niewiele zastanawiając się, wyrywasz stronę tytułową, a pozostałe kartki wrzucasz do śmietnika. Pod nazwiskiem autora, zapisana odręcznym pismem, widnieje dedykacja:

Dla najdroższej Ludmiły, aby pamiętała, iż odnajdę ją nawet na krańcu świata,

H. M.


"Copyright [2016] by Weronika Sikora"




Dnia: 2016-11-17 23:22:50 napisał(a): Weronika_Sikora





Forum / Warsztat dla prozy (limit 6h)



Kontakt Pokemon Psy